Zrozumieć bagno

Czemu nie wiemy, że miejskie mokradło warte jest nawet miliony złotych i tyle samo oszczędza nam zachowanie go w dobrym stanie?

foto RzeczJasna

Letni wieczór. Za targowiskiem, kiedy idzie się Pionierską, mniej więcej na wysokości Batorego, przekracza się niewidzialną bramę. Powietrze jest tu bardziej rześkie, wyraźnie chłodniejsze. Po prawej widać niewysokie drzewa, krzewy, trzciny. Teraz, zimą, bure i bezlistne. Miejskie bagno. Darmowy klimatyzator, oczyszczacz powietrza i wody w jednym. Ale ciężko się tego domyślić patrząc na sterty butelek, puszek, starych kołder, porzucony wózek dziecięcy, zderzak samochodowy, fragmenty papy, aż po potężne, betonowe elementy, które wyglądają jakby kiedyś tworzyły jedną całość.

Przyrodnicza perełka ginie przygnieciona ciężarem śmieci, złomu i niewiedzy.

Widać, że miastu nie spieszy się, żeby zadbać o „nieużytek” (dziś mówi się raczej o zieleni nieplanowanej). Nie ma w tym interesu, skoro nie może go na nic przynoszącego profity przerobić. A chciałoby. Na teren zacierają ręce kolejni deweloperzy – z nadzieją, że postawią tu luksusowe mieszkania. A to organizatorzy festiwali – z wizją, że wydrenowane mokradła posłużą za przestrzeń do goszczenia takich wydarzeń.

Pierwszemu rozwiązaniu przyklaskuje pięćdziesięcioparoletni mężczyzna, który popija piwo na obrzeżach torfowiska. Obok jego nóg, poza puszką, stoi skórzana teczka. Mieszka w którejś z przydworcowych kamienic. – Wydrenować to, elegancko osuszyć i wybetonować. Wybudować tu coś. Teraz się to marnuje.
Nie przychodzi panu do głowy, że gdyby powstało osiedle, on już pod drzewem z piwem tu nie stanie. Co więcej, wszyscy stracimy darmowe źródło relaksu. Badania potwierdzają – życie w pobliżu zieleni, widok na drzewa z okien poprawia nasze samopoczucie, sprawia, że jesteśmy zdrowsi.

Innego zdania jest trzydziestokilkuletnia mieszkanka jednego z domów od strony Pionierskiej. Ucieszyłaby się, gdyby ludzie mogli z tego korzystać, np. w formie ścieżek edukacyjnych. Dwóch kilkunastoletnich chłopaczków na spacerze z psami twierdzi, że największy problem z mokradłem jest taki, że służy bezdomnym za toaletę, a miejscowi pijaczkowie urządzają tu niekończące się libacje, po których ślady widać z daleka. Dobrze, że to teren zielony. Tylko, żeby ktoś go pilnował, zrobił porządek. I latarnie zaświecił.

Latarnie – co najmniej dla drzew, które przez to nie mogą „spać” i nietoperzy korzystających z torfowiska do polowań – dobre nie będą. Ale to najmniejszy problem. 

Jak działa bagno i czemu to magia?

Mokradło to jedna wielka gąbka, która traci wodę wolniej niż pełne wody jezioro. Porastająca je roślinność nie pozwala jej tak szybko parować. Zmagazynowany nadmiar deszczówki oddaje powoli w najcieplejszych okresach, kiedy brakuje jej w okolicy. Wilgotniejsze wkoło są gleby i powietrze. Im mniej tych gąbczastych terenów w mieście, tym bardziej w nim upalnie. I musimy więcej inwestować we wszelkiego rodzaju klimatyzatory i schładzacze. Bagno chroni i przed suszą, i przed powodzią. W dodatku wodę, która przez nie przechodzi, oczyszcza. Wylewane przez nas na pola i łąki nawozy i inne trucizny przerabia jego niezwykła, rosnąca tylko w takich miejscach, roślinność.

Cały ten hokus-pokus to zasługa torfu. On powstaje ze szczątków obumarłych roślin. To właśnie w nich odkłada się dwutlenek węgla z atmosfery, który jest w ten sposób bezpiecznie zmagazynowany. W torfie na świecie zgromadzone jest ponad dwa razy więcej węgla niż w we wszystkich lasach na Ziemi. Ale jeśli takie bagno zaczniemy osuszać, w wyniku rozkładu torfu, cały ten dwutlenek węgla zostanie wypuszczony do atmosfery! Z jednego hektara odwodnione torfowisko potrafi emitować kilkadziesiąt ton CO2. W skali Polski to jakieś 8 proc. emisji CO2 spowodowanej przez człowieka!

Skutki osuszenia bagien będą drastyczne.

Widok z drona na mokradła od strony ulicy Batorego w Ostródzie

Skutki osuszenia czy zabetonowania bagna byłyby więc kolosalne i nie w pełni do przewidzenia. A naprawić ich nie da się za życia nikogo, kto ten tekst przeczyta. Torf odnawia się bardzo powoli. 1mm rocznie, czyli zapasy 10 cm zbierają się przez 100 lat! To, co przewidzieć można to to, że lokalne ogródki zaczną wysychać.. Melioracja nie kosztuje dużo, ale renaturyzacja jest już trzy razy droższa. Kolejne koszty to budowa zbiorników retencyjnych. Jesteśmy zmuszeni je tworzyć, ponieważ przez wieki osuszaliśmy takie miejsca i zostało ich bardzo mało. To właśnie w nich, czyli na jakichś 3-4 procentach powierzchni świata, zakumulowane jest tyle wody, co we wszystkich pozostałych glebach naszej planety!

A wód, tych gruntowych, mamy w Polsce bardzo mało. Jesteśmy jednym z najuboższych w jej zasoby krajów w Europie! Jeśli nadejdzie prawdziwa susza, w niektórych miejscach może jej zabraknąć. W mieście mamy głównie beton, a on nie chłonie wody spadającej z deszczem. Efekt? Zamiast zostać w regionie, szybko spływa do studzienek, potem do rzek, a wraz z nimi z powrotem do morza.

To  bagno to także raj dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Możecie ich nie doceniać, ale kiedy ich zabraknie, odczujemy to dotkliwie i na własnej skórze, np. kąsani przez komary, które się rozmnożą.  Wraz z bagnem znikną mieszkające w nim żaby, killerzy zarówno dorosłych bzyków, jak i ich larw zjadanych pod wodą przez kijanki. Z okolicy znikną też polujące tu na owady nietoperze i liczne gatunki ptaków.

Co zatem z bagnem? Zostawmy je w spokoju.

Posprzątajmy, żeby mogło dobrze spełniać swoje gąbczaste funkcje. Weźmy przykład z Morąga, gdzie na rozlewisku stworzono ścieżkę dydaktyczną. Takie miejsce wzbogaci miasto turystycznie. Czas zacząć doceniać to, co ono od wieków daje nam na co dzień.


Ten fragment mokradeł, tuż przy ścieżce pomiędzy Batorego a Pionierską na szczęście przynajmniej częściowo miasto uprzątnęło w ubiegłym roku. Foto Karolina Iszoro.

 

Autor

  • dziennikarka, propagatorka wiedzy o przyrodzie, autorka książki Instynkt. O wilkach w polskich lasach. Prowadzi autorskie warsztaty dla dzieci i dorosłych związane z tworzeniem, często inspirowane wyprawami w dzicz. Najlepiej czuje się w lesie.