TO już się dzieje

Zmiany klimatu to nie wizja odległej przyszłości. Częste i długie przerwy w dostawach prądu, połamane jak zapałki drzewa, powyrywane dachy, brak zim, susze. Witajcie w NOWYM, nie tak wspaniałym świecie. Przyzwyczajajmy się.

„Czy będzie wojna i u nas?”, „Jak to możliwe, że coś tak potwornego się dzieje?”. Te i inne pytania zaprzątają mi teraz głowę. Pewnie nie mnie jednej. Ciężko myśleć o czymkolwiek innym.  
A jeszcze kilka dni temu najbardziej martwiłam się tym, co, jak szybko i jak gwałtownie dzieje się z klimatem. Teraz smucę się podwójnie, bo nie dość, że zaczęło się coś, co może nas wykończyć zanim ocieplenie klimatu zrobi swoje, to w dodatku odciąga to naszą uwagę od tego problemu. Sprawia, że zapominamy, odpuszczamy, skupiamy się na czym innym. Niby nie ma wyjścia. Chodzi o przetrwanie tu i teraz.

W kryzysach odpuszczamy ekologię

Zrobiliśmy to już w trakcie pandemii. Tony wyprodukowanych maseczek i rękawic z tworzyw sztucznych, sterty śmieci, których nie będziemy w stanie zutylizować. Wojna jeszcze to pogłębia i intensyfikuje. Tylko w konsekwencji ostrzałów i wybuchów płoną np. lasy. Wraz z nimi do atmosfery ulatniają się ogromne ilości CO2. Czyli jeszcze przyspieszają procesy, które i tak już postępują za szybko…

Ziemia się grzeje, więc dudni

Ale cofnijmy się w czasie. Najpierw o ponad miesiąc. W styczniu byłam w górach. Rozpędzone wiatry szalały tam przez kilka dni z rzędu. Mama napisała, że w Ostródzie uderzają pioruny. Pomyślałam, że jej się przewidziało. Ale one naprawdę waliły. Choć „w środku” zimy to ekstremalnie rzadkie zjawisko.
A teraz podróż kilka, kilkanaście dni wstecz. Przez Polskę przeszła kolejna seria wichur. W niektórych miejscach prądu nie było przez kilka dni.
Za te silne wiatry, przekraczające nawet 100 km/h odpowiadają wędrujące znad północnej części Atlantyku przez Skandynawię po Rosję głębokie niże atmosferyczne. Zwykle te docierające do Polski wytracają impet nad Skandynawią. Dawniej rosyjski wyż zapewniał nam spokój – bezwietrzną, mroźną i słoneczną pogodę, ale o „prawdziwych zimach” zdążyliśmy już zapomnieć. Niestety, wraz z zimą atlantycką – wietrzną, ciepłą i mokrą przychodzą m.in. orkany.
Dlaczego? To wynika z nadmiaru energii skumulowanej w oceanie i w ziemskiej atmosferze. W uproszczeniu wygląda to tak, że ilość energii pochłanianej i emitowanej przez planetę powinna się równoważyć. Tak dzieje się w stabilnym stanie klimatycznym. To niestety już nas nie dotyczy. W ostatnich dekadach z Ziemi w przestrzeń kosmiczną ucieka coraz mniej promieniowania, które „otrzymaliśmy” wcześniej od Słońca. Powód? Zbyt duża koncentracja gazów cieplarnianych w atmosferze. Skoro dociera do nas więcej energii niż jest „oddawanej”, to, co zostaje kumuluje się, czyli ogrzewa. Aż 93% tej nadwyżki trafia do oceanów, bo to one mają największą na Ziemi masę.
I tak w ubiegłym roku oceany wchłonęły dużo więcej energii cieplnej niż kiedykolwiek wcześniej! Ta energia musi się gdzieś rozpraszać. Klimatolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Witold Lenart tłumaczył tygodnikowi Polityka, że dzieje się to w burzach cyklonalnych, które u nas coraz bardziej zaczynają przypominać te z tropików. A ponieważ jest ciepło (pomimo że jest zima!), tworzą się dodatkowo burzowe komórki konwekcyjne, czyli może dojść do powstania wirów podchmurowych. Te z kolei generują trąby powietrzne, czyli tornada, kiedy prędkości wiatru na kilka sekund mogą osiągać nawet 360 km/h. Taki wiatr niszczy wszystko.

Nowa norma

Zgoda, takie tornada zdarzały się w Polsce nawet przed wojną, a tak głębokie niże mogą występować w naszej szerokości geograficznej, ale w tym roku ich natężenie, zasięg i intensywność są o wiele większe. Przeszło tyle burz jakbyśmy byli w połowie lipca albo sierpnia. Tylko 17 lutego nad Polską przetoczyło się aż 9 trąb powietrznych! One nawet latem są u nas rzadkością. W lutym to coś niezwykłego.

Co jeszcze z tego wynika? Skoro jest cieplej, śnieg, nawet jeśli spadnie – nie zalega długo i nie rozpuszcza się stopniowo, co zasilało w wodę poszczególne regiony. Teraz wszystko spływa z rzekami do morza.
Zwróciliście uwagę, że w ostatnich latach, jak pada, to zwykle intensywnie i krótko? Dlatego scenariusz jest dokładnie taki sam jak z rozpuszczonym śniegiem – większość tej wody studzienkami etc. trafia do rzek i z powrotem do morza. Zwłaszcza, że w miastach coraz mniej mamy terenów, które mogą deszczówkę wchłonąć, o czym pisałam TU .

Już wiecie, skąd ta susza. Dawniej w Polsce zdarzała się co pięć lat, w ciągu lata. Obecnie jest albo permanentna, albo dotyka nas co roku. Mamy też inny problem. Kiedyś byliśmy krajem bagien, torfowisk i lasów, dziś stepowiejemy. Ale zamiast potraktować to serio, osuszamy kolejne mokradła, regulujemy rzeki i tniemy następne drzewa. Koło się zamyka. Ptaki to czują. Wiele z nich, np. żurawie, zamiast w dalekie wyprawy do ciepłych krajów, odlatuje kawałek w głąb Polski i bardzo szybko do nas wraca. Pojawiają się też gatunki roślin i zwierząt, których do tej pory u nas nie spotykaliśmy, bo było za zimno.

Nie za życia naszych dzieci. Teraz

W 2018 roku naukowcy z Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) wyliczyli, że jeśli w ciągu kolejnych 12 lat radykalnie nie obniżymy emisji gazów cieplarnianych, to nie uda nam się powstrzymać wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie poniżej 2 st. A tylko to może nas uratować przed życiem w piekle na Ziemi. Nie wierzyliście? Przedsmak macie już teraz. Zostało nam 8 lat.

Żeby nie zwariować, skupiam się na działaniu. Nie wygumkujemy tego, co dzieje się w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, ale nie możemy też zapominać o tym, bez czego w szerszej perspektywie nie mamy szansy na życie (ludzi) na Ziemi. Zawsze jest coś, co możemy zrobić. Ktoś zrobi zakupy i pomoże w kuchni przy gotowaniu posiłków dla osób, które szukają teraz schronienia w naszym kraju. Ktoś inny opowie znajomym o tym, co się dzieje, kiedy wycinamy kolejne drzewa. Ktoś zaprotestuje, napisze w tej sprawie do urzędów, założy stowarzyszenie, żeby coś chronić. Kolejny zrezygnuje z używania plastikowych foliówek, butelek etc. To nie jest bez znaczenia. Działanie daje poczucie wpływu i sensu, a jeśli działać w dobrym kierunku będzie wystarczająco dużo osób, pójdzie za tym zmiana. Tylko A – nie ma już na co czekać. B – nie ma innej drogi niż przez rezygnację z wygody – milutkiego życia i rozpasanej konsumpcji. Pamiętajcie też o wpływaniu na władze i mądre wybieranie ich pod kątem tego, jaki mają stosunek do przyrody. TO się już dzieje, ale możemy próbować robić coś, żeby nie było gorzej.


Autor

  • dziennikarka, propagatorka wiedzy o przyrodzie, autorka książki Instynkt. O wilkach w polskich lasach. Prowadzi autorskie warsztaty dla dzieci i dorosłych związane z tworzeniem, często inspirowane wyprawami w dzicz. Najlepiej czuje się w lesie.