fbpx
Recenzje Wydarzenia

Ostródzka publiczność „zgłodniała” mocnych dźwięków?

Wydawać by się mogło, że „pandemiczny rok przestępny” przysłuży się organizatorom koncertów, wykonawcom, jak i samym fanom tychże. Jednak dochodzące do mnie różne informacje, nie potwierdzają tego entuzjastycznego założenia. Na szczęście, odetchnąć mogą organizatorzy OstRocka, bo tegoroczna czternasta edycja, zaliczona zostanie przez większość na plus. Oczywiście jest to wniosek, który wyciągam samodzielnie z nikim tego nie konsultując, ale w kilku następnych „żołnierskich zdaniach” postaram się go obronić.
 

W ten sobotni listopadowy wieczór sala kameralna w CK wypełniła się fanami rockowego grania. Czyżby ostródzka (choć nie tylko) publiczność „zgłodniała” mocnych dźwięków? A może to dobór wykonawców zachęcił do takiego spędzenia czasu? Nieważne. Ważne, że obserwując ludzi biorących udział w koncercie, można było odnieść wrażenie, że z kapeli na kapelę zabawa jest coraz pyszniejsza.
              

Na początek na pożarcie poszły trzy zespoły, biorące udział w konkursie. Keymakers zafundował publiczności rozgrzewkę w metalcore’owej siłowni, sprawnie dorzucając ciężary na nasze barki. I choć ten gatunek muzyczny czasy świetności ma już raczej za sobą, to Keymakers swoją wersją nawiązują właśnie do nich.
Z kolei Sad n’ Suspect zaproponował bardziej kalifornijsko – fitnesową wersję rozgrzewki. Energia i witalność wynika pewnie z PESEL-ów członków i członkini tego zespołu, jednak nie było tu mowy o żadnym młodzieńczym entuzjazmie, który miałby przykrywać jakiekolwiek braki muzyków. Wręcz przeciwnie – biło od nich pewnością siebie i słychać było świadomość z każdego dźwięku, który wspólnie generowali. A wokalistka Klaudia z powodzeniem skupiała na sobie uwagę coraz liczniejszej już publiczności.


Ostatnim zespołem „konkursowo-rozgrzewkowym” była Czechoslovakia, czyli klasyczne rockowe power trio. Z premedytacją operowali dynamiką na zmianę przymilając się spokojnymi dźwiękami i wrzeszcząc gitarowym jazgotem. Pozwolili tym samym publiczności uspokoić tętno, jednocześnie nadto nie ostygnąć.
 
Po części ocenianej przez Jury przyszedł czas na burzliwe obrady w zaciszu garderób, a na scenie zamontowały się mazowieckie Rysie, znane szerzej jako Bobcat. Muszę przyznać, że z przyjemnością obserwuję jak ten zespół staje się coraz zwinniejszy, a i przysłowiowy pazur jest już ostry, jak na rasowego drapieżnika przystało. Publiczność podchwyciła to energiczne połączenie szybkości, przebojowości i różnych aranżacyjnych niespodzianek, więc i zabawa pod sceną przyjmowała już coraz intensywniejsze formy.


Przed występem KMKZ przyszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, a te wyglądały wprost odwrotnie do kolejności z jaką prezentowały się wcześniej wymienione zespoły.
Pierwszą nagrodę otrzymali Czesi. Drugą – Klaudia ze swoją kalifornijską bandą znad Bałtyku. A trzecią, jak łatwo się domyślić, ślusarze z metalcore’owej siłowni. Konkurs nie jest formą, do której jestem przekonany i nie będę się zatem nad nim w ogóle rozwodził. Zachęcam do sprawdzenia i wspierania każdego z tych zespołów.
 
KMKZ podtrzymał tempo podkręcone przez poprzedników, ale prawdę mówiąc to niewiele pamiętam z tego występu. Zarobiony byłem.
Na koniec zapowiedziana przez OstRockowego wodzireja Johnnego „wisienka na torcie”, czyli pilski Alians. Mieszanka reggae, ska i punk rocka w Ostródzie przyjmuje się doskonale. Publiczność na zmianę bujała się i pogowała w rytm serwowanych przez zespół dźwięków, a temperatura na sali podskoczyła zdecydowanie o kilkanaście stopni w górę.
Nie wyobrażam sobie tego co by się działo na Aliansach przy rozłożonych „trybuno-fotelach”. Całe szczęście, że udało się przekonać „CK” do zostawienia tej przestrzeni we władanie publiczności, co jeszcze w piątek przed koncertem nie było takie oczywiste.
 

Z tego miejsca wypada podziękować i pogratulować organizatorom imprezy oraz życzyć nam wszystkim kolejnych równie udanych edycji.

Stay tuned.


 

Autor

%d bloggers like this: