fbpx
Felieton Styl życia

Mam dość! Nie kupuję prezentów na święta

Jak co roku… prezentów nie będzie

Jakiś czas temu wyłączyłam się z obowiązku przygotowywania prezentów na święta. Nie daję i nie oczekuję. Wymiksowałam się z corocznego maratonu zakupów. Z tego biegu z przeszkodami porównywalnego z survivalem w stylu Beara Gryllsa. Już nie przepycham się łokciami między sklepowymi półkami i spoconymi rozdrażnionymi zakupowiczami. Nie biorę udziału w tej szopce.  Przestałam zaprzątać sobie głowę wymyślaniem – co, dla kogo, za ile? Żeby tylko nie powtórzyć prezentu. Żeby nie był banalny. I nie za drogi. Ale też nie za tani. Filiżanka? Karafka? Zestaw kosmetyków? A może nieśmiertelny podarunek pt. skarpety i dezodorant? W ostateczności kasa w kopercie. Nie zerkam nerwowo w kalendarz, którego spadające kartki odliczają nieuchronny prezentowy deadline. Dlaczego? Bo ta cała świąteczna gonitwa i presja dawania dowodów rodzinnych więzi przesłaniała mi prawdziwego ducha Świąt, czyli czasu spędzonego z bliskimi.

Świąteczny mit dzielenia się kontra marketing

Co to znaczy podzielić się? Ja rozumiem to tak, że dzielę się tym, co mam, a nie tym co kupię. Współcześnie idea dawania i brania została wypaczona przez rozbuchany do granic absurdu konsumpcjonizm. Marketing świąteczny wpycha do głów, że trzeba kupować, żeby się dzielić i dawać. Co roku coraz więcej i więcej. Z ekranów bombardują ludzi obrazki uśmiechniętych twarzy rozpakowujących kolorowe i błyszczące paczki. Wmawiają, że trzeba mieć pięknie udekorowany dom, najlepiej zgodnie z najnowszymi trendami. Znam takich, co specjalnie na święta kupują nowe kanapy albo malują ściany na najmodniejszy w tym roku świąteczny kolor. I koniecznie nowy outfit przy świątecznym stole. Przecież nie można wystąpić pod choinką w tej samej co w zeszłym roku sukience. I uginający się od potraw stół. I dużo dużo prezentów. Bo przecież trzeba się dzielić.

Świąteczny ślad węglowy

Myślę też o całej masie niepotrzebnych gadżetów cieszących oko na chwilę. Gadżetów, które musiały zostać wyprodukowane. Masowo. Zapewne gdzieś tam daleko, gdzie siła robocza jest tania. Za te wszystkie świecidełka płaci się naprawdę dobre nieduże pieniądze. I to wszystko leci do konsumentów samolotami. Albo płynie gigantycznymi kontenerowcami przez morza i oceany. Wiecie jaki ślad węglowy zostawia po sobie taki kolos?! A potem tysiące samochodów dostawczych i kurierów drogami szybkiego, wolnego, powiatowego, gminnego ruchu przywożą je pod samą choinkę. Ileż to ton CO2 w atmosferze więcej?! I te stosy kolorowego woskowanego papieru do pakowania prezentów i plastikowych wstążek, lądujących w śmietniku. Do tego ci biedni sprzedawcy, dostawcy, kurierzy, który do „za pięć wigilia” harują, by ostatni spóźnialscy mieli okazję kupić na szybko wymyślne zbędne gadżety.

Jak to wytłumaczyć rodzinie?

Nie jest łatwo wyłamać się z tradycji prezentów pod choinką. Jak powiedzieć rodzicom lub dziadkom, którzy już od listopada nękają nas pytaniami „co chcesz na święta”, że w tym roku prezentów nie chcemy i nie dajemy? Moja rada – po prostu powiedzieć. A jak wytłumaczyć to dzieciom? Może też po prostu wystarczy wytłumaczyć? Jakby tak się dobrze zastanowić, to do pewnego wieku dzieci i tak nie pamiętają, że cokolwiek dostały. To dorośli fiksują się na punkcie tego, że dzieci prezent na święta mają dostać i basta. Bo zawsze tak było, bo taka jest tradycja. Bo co powiedzą innym dzieciom? A jednak spróbujcie sobie przypomnieć pierwszy podarunek jaki Wy dostaliście? Ile mieliście wtedy lat? Pamiętacie, co to było?  Bo ja nie. A gdy pociechy będą na tyle duże, żeby pamiętać, to prawdopodobnie będą też na tyle duże, żeby można było im wytłumaczyć, że zamiast kolejnej zabawki otrzymają od was w prezencie na przykład czas i uwagę. Że ten jeden świąteczny dzień poświęcicie tylko im. Bez telefonów, komunikatorów, nerwowej pogoni i codziennych obowiązków. I wtedy to będzie prawdziwe święto!

Czas

Oczywiście to tylko moja perspektywa. Nie jestem wierząca. Zatem święta nie są dla mnie czasem duchowego przeżywania. Nie świętuję urodzin Jezusa. Dla mnie każdy czas, który mogę spokojnie i bez codziennej gonitwy poświęcić sobie i najbliższym, jest Świętem. Ale rozumiem, że każdy ma inaczej.

Ci, którzy się ze mną nie zgadzają, zapewne tutaj znajdą poparcie swojego zdania: Czy prezenty są potrzebne? O tym, dlaczego warto utrzymać tradycję obdarowywania

Autor

%d bloggers like this: