Lipa życia przy Żeromskiego

Wyświadczają nam ogromną przysługę, bez nich pewnie długo byśmy nie przetrwali. Drzewa.

Lubię obserwować ptaki. Gile, rudziki, sikory, wróble, mazurki, sójki, sroki, szpaki, kosy, a nawet grubodzioby zdarza mi się podpatrywać u mamy w ogrodzie. Na rosnących tam drzewach..

Macie jakieś swoje ukochane drzewo? Takie, w cieniu którego szczególnie lubicie przysiąść albo właśnie na nie patrzeć, zbierać jego owoce czy liście? Ja osobisty stosunek do pewnej starej, dziuplastej lipy miałam właśnie dzięki ptakom. Któregoś lata odkryłam, że gniazdują w niej puszczyki. Podglądałam, jak małe sówki uczą się używać skrzydeł. Martwiłam się, że ryzykują osiedlanie się tak blisko człowieka. Ale co miały robić? W lasach drzewa wycina się na potęgę i coraz mniej zostaje tych sędziwych z dziuplami…

Jednocześnie z przerażeniem obserwowałam, jak przyjeziorne osiedle rozlewa się na dzikie dotąd otoczenie. Osuszano kolejne podmokłe tereny, drastycznie podcinano korzenia drzewom albo znikały całe. Oczywiście, że próbowałam temu zapobiec. Bezskutecznie… To wszystko na tyle mnie smuciło, że długo nie byłam przy „mojej” lipie, a kiedy poszłam tam kolejnej wiosny, został po niej już tylko potężny, ponad metrowy w średnicy pień. Rozpłakałam się. Nie było sensownego uzasadnienia, żeby to drzewo (i wszystkie wkoło) pozbawić życia. A puszczyki i setki innych drobnych oraz maleńkich zwierząt – domu. Wreszcie mieszkańców i lokalny krajobraz tego, co ta lipa „zapewniała”, bo sędziwe drzewa, podobnie do bagien, świadczą nam niebagatelne „usługi”.

Wycinamy drzewa jakbyśmy skreślali lotka – szybko i bezmyślnie

Przy obecnej ul. Żeromskiego w Ostródzie od jakichś stu lat wciąż jeszcze rośnie inna lipa. Nie wiadomo, ile jej zostało, bo na pniu wymalowany ma czerwony iks* – wyrok śmierci. Ktoś zawnioskował o jej wycięcie. Powód? Korzenie naruszają kostkę brukową, która przez to jest w tym miejscu nierówna, co utrudnia przejechanie wózkiem osobie z niepełnosprawnością.

Hm, temat niepełnosprawności to poważna sprawa, pod warunkiem, że nie został użyty wyłącznie do „przekupienia” urzędników. Inny mieszkaniec tejże ulicy zwrócił uwagę, że wózki różnego typu, owszem, pokonują ten fragment chodnika bez przeszkód oraz że to przecież kwestia drobnej kosmetyki nawierzchni, niewymagająca wycinania drzewa. Zwłaszcza, że lipy stabilnie stoją – nawet jeśli są wypróżnione od środka, na kilkucentymetrowej ściance drewna – po kilkaset lat. O tym, że drzewa ze sobą „rozmawiają” opowiem może innym razem. Ważne, żeby wiedzieć, że wycięcie jednego, zwłaszcza „doświadczonego”, może spowodować znaczne osłabienie jego sąsiadów. Co jeszcze razem z lipą stracą mieszkańcy Żeromskiego? Poza możliwością podglądania ptaków i tłumieniem hałasu – w tym, szczególnie drzewa z dużymi koronami są świetne!

Stare i mądre – nie do zastąpienia


Nie dajmy się czarować, że takie potężne drzewo zastąpią nowe nasadzenia. Rozłożysta korona daje o wiele więcej cienia i wyłapuje o wiele więcej zanieczyszczeń niż tysiące sadzonek. Jeden duży buk produkuje tyle tlenu, co mniej więcej 1700 dziesięcioletnich buczków! Chodzi o powierzchnię liści. Lipa, po klonie i akacji jest czwarta w kolejności gatunków dostarczających nam największe ilości tlenu. Poza tym, że pochłania mnóstwo dwutlenku węgla, oczyszcza też powietrze z drobinek pyłu, z dwutlenku siarki i tlenku azotu. Kiedy te paskudztwa przenikną do ludzkiego organizmu, powodują choroby serca i płuc, pogarszają problemy z oddychaniem u astmatyków. Podobnie jak bagna, drzewa pomagają retencjonować wodę w glebie i schładzają otoczenie przez proces transpiracji. Woda z korzeni wędruje w górę pnia i w postaci pary jest uwalniana przez liście. Ogromne drzewo w ciągu doby może wyparować 450 litrów wody!

Urzędnicy zmuszeni są przekładać wszystko na pieniądze, policzmy więc, ile ta drzewna praca nam zaoszczędza. Dla Warszawy są to kwoty rzędu 1,8 mln złotych rocznie. Dla Nowego Jorku – 8 mln dolarów! Nawet jeśli w Ostródzie, o której myślimy „zielona”, jest to kilkadziesiąt razy mniej – wciąż są to duże sumy. W przypadku polskiej stolicy zieleń uliczna przechowuje 9 ton dwutlenku azotu, 1,5 tony dwutlenku siarki. Podobnie można obliczyć ilość i wartość zdeponowanego w drzewach węgla, zatrzymanej przez nie wody, a nawet cienia. Cień to nie tylko ulga dla nas latem, ale i czystsze powietrze, bo to właśnie w świetle słonecznym, w wyniku reakcji tlenków azotu np. ze spalinami, powstaje szkodliwy ozon troposferyczny. To środki zaoszczędzone na klimatyzacji i służbie zdrowia.
Całego tego dobra pozbywamy się zbyt lekką ręką, często w mgnieniu oka.

W przyrodzie wszystko jest połączone

Pod moim ostatnim artykułem o bagnach ktoś napisał: „dyrdymały”, że bez przesady, to konkretne bagno to nie żadne cuda na kiju, a dla ostródzkich decydentów i tak liczy się co innego, więc nie ma co się wysilać i pisać takich rzeczy. Brakuje nam rozumienia złożonych procesów zachodzących w przyrodzie. Nic dziwnego, nikt nas tego nie nauczył na lekcjach biologii. Ale moim zdaniem nie możemy już sobie pozwolić na takie krótkowzroczne i użytkowe – jak do tej pory, pozbawione wiedzy podejście. Mamy drastycznie mało czasu, żeby spowolnić ocieplenie klimatu. Żeby uratować nawet nie planetę (ona się odnowi, kiedy nas zabraknie), ale siebie samych. Homo sapiens, człowieka, podobno rozumnego.

EDIT: Przynajmniej lipa przy ulicy Żeromskiego w tym momencie została uratowana.

Zdjęcie nadesłane przez troskliwego Mieszkańca.
Redakcja

Autor

  • dziennikarka, propagatorka wiedzy o przyrodzie, autorka książki Instynkt. O wilkach w polskich lasach. Prowadzi autorskie warsztaty dla dzieci i dorosłych związane z tworzeniem, często inspirowane wyprawami w dzicz. Najlepiej czuje się w lesie.