fbpx
Analizy

Czego możemy się nauczyć od „Diamentowej Księżniczki”?

20 stycznia statek wycieczkowy Diamond Princess wyruszył z portu w Yokohamie. 5 dni później, w porcie w Hong-Kongu, statek opuścił pasażer, który od dwóch dni miał objawy pogarszającej się niewydolności oddechowej. 3 lutego, kiedy statek powrócił do Japonii, otrzymano informację, że pacjent, który wysiadł w Hong-Kongu, został zarażony koronawirusem.

Wówczas wszystkim pasażerom przekazano informację o wykryciu zakażenia i od 5 lutego poddano ich kwarantannie w kajutach. Jedynie załoga statku pracowała normalnie. Niedługo potem rozpoczęto testowanie i badania, które objęły wszystkich 3711 osób przebywających na pokładzie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę specyfikę zamkniętej przestrzeni, jaką tworzy statek, Diamond Princess można wręcz uznać za modelowy eksperyment naukowy  mówiący wiele na temat działania i rozwoju COVID-19.

Spośród 3711 osób przebywających na pokładzie, wirusa wykryto u 712 (19,2%). Z tego 331 (46,5%) nie miało żadnych objawów zakażenia w momencie badania.

Co ciekawe, do tej grupy zaliczali się nie tylko ludzie młodzi, ale też wielu seniorów.

Wśród pozostałych 381 osób z objawami, 37 (9,7%) wymagało intensywnej terapii, a 10 (2,6%) zmarło.

Co nam to mówi?

Czy 712 osób, to dużo czy mało? Oczywiście, zależy od kontekstu. Na statku ludzie są zamknięci w jednej przestrzeni i korzystają ze wspólnych miejsc, jak bary, restauracje, kina itd. To stwarza bardzo dobre warunki do rozprzestrzeniania się wirusa.

Skądinąd wiadomo, że współczynnik zarażania COVID-19 jest na poziomie 2-2,3, co oznacza, że jedna osoba zaraża dwie następne. Wiele jednak zależy od kontaktów z chorym i podjętych działań ochronnych. Pacjent zero był na pokładzie w sumie 5 dni. Trzeba dodać kolejne 6, zanim zarządzono kwarantannę.

A zatem, przez 11 dni wirus działał bez żadnych przeszkód. Nie wiemy też do końca, jak przestrzegano kwarantanny i czy była potrzebna. Skoro bowiem badano wszystkich, to powinno się natychmiast wypuścić tych z ujemnym wynikiem. Potwierdza się jednak informacja o dużym odsetku chorych bez objawów, czyli prawie połowy. 5% wszystkich zakażonych wymagało intensywnej terapii, natomiast wskaźnik śmiertelności dla całej grupy zarażonych wyniósł aż 1,4.

Wskaźnik śmiertelności COVID-19 budził od początku wiele kontrowersji. WHO, na podstawie zachorowań w Chinach, podawało poziom 3,4%. Wyliczenie to opierało się na oficjalnej liczbie zakażonych, która (co wszyscy wiemy) była mocno nieuściślona. 

Żaden kraj nie jest w stanie przetestować całej populacji, a tylko wtedy bylibyśmy w stanie podać miarodajny wynik. Co więcej, większość testuje tylko przypadki rokujące na chorobę, co jeszcze bardziej fałszuje dane.

Wskaźnik śmiertelności dla grypy, którą mamy dobrze przebadaną, wynosi 0,1%, co oznacza, że umiera 1 osoba na 1000. COVID-19 znamy zbyt krótko, by móc rozstrzygnąć obiektywnie poziom śmiertelności, ale jest on najprawdopodobniej niedużo wyższy niż w przypadku grypy. Skąd takie założenie?

Warto sprawdzić kraje, które testują na masową skalę. W Niemczech wskaźnik śmiertelności długo kształtował się na poziomie 0,2%, w tej chwili (27.03) wynosi 0,6%, w Norwegii 0,4%. Podkreślmy, nawet te kraje, mimo bardzo wysokiej testowalności, nie znają pełnej liczby zakażonych. Można spytać, co z Włochami i Hiszpanią, gdzie wynik zgonów jest na poziomie kilku procent? W ten sposób dochodzimy do czynników ryzyka, czyli wieku i chorób współistniejących.

Kto podróżuje najczęściej luksusowymi wycieczkowcami? Bogaci emeryci? W Polsce to oksymoron, ale w innych krajach tacy przecież istnieją.

Zostawmy jednak zamożność i skupmy się na wieku. Na Diamond Princess była niewielka populacja dzieci i młodzieży, natomiast osoby powyżej 69 lat stanowiły aż 33 % wszystkich pasażerów ogółem. Nie jest to zatem typowa struktura demograficzna, z jaką mamy do czynienia w innych krajach.

Dla przykładu: w Polsce w 2014 roku ludzi powyżej 69 lat było trochę ponad 10% całej populacji. Włochy mają najstarszą populację w UE, dlatego też u nich śmiertelność jest wyższa. Wiemy, że podobnie jak we Włoszech, na Diamond Princess  wszystkie ofiary śmiertelne to ludzie powyżej 70 lat. 


Autor

  • Z jedynego testu psychologicznego jaki w życiu zrobiłem wyszło, że jestem typem „badacza” (questioner). Gretchen Rubin, autorka tego testu, a w zasadzie quizu, charakteryzuje mój typ jako osobę kwestionującą zewnętrzne oczekiwania oraz szukającą informacji, wyjaśnień i uzasadnień różnych kwestii na własną rękę. Nic dodać, nic ująć! Jeśli kogoś interesują dylematy i dociekania „badacza”, zapraszam do lektury!

%d bloggers like this: