Kiedy płonie dom, samochód ulegnie wypadkowi, kot wejdzie na wysokie drzewo albo zagraża rój szerszeni do kogo ludzie zwracają się najczęściej? Oczywiście do strażaków. Na ich pomoc można liczyć zawsze. Oto historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Dąbrównie!

W upalny sierpniowy dzień pojechałyśmy nagrać dla Was kolejny film z cyklu „Długa droga do Polski” . Tym razem w planie była opowieść o działaniach Ochotniczej Straży Pożarnej w Dąbrównie. Film do obejrzenia dostępny jest tu: Zapraszamy 🙂
Kiedy podjeżdżałyśmy do siedziby strażaków z daleka widziałyśmy wystawione z garaży, na placyku przed jednostką wozy i sprzęt gaśniczy. Ulica Ogrodowa w Dąbrównie jest dosyć długa i prosta. Czerwone strażackie samochody widać było od samego wjazdu na ulicę.
Ponoć dawniej w większości domów przy Ogrodowej mieszkał przynajmniej jeden strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej.
W czasie pracy przy nagraniu filmu, zjawił się na naszym planie niespodziewany gość. Pan Józef Sarbiewski strażakiem był już na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Praktycznie całe życie mieszka przy ul. Ogrodowej, w sąsiedztwie straży. Jakiś czas był gospodarzem jednostki, tzn. tą osobą która miała w domu telefon, do której dzwoniło się w razie alarmu. Gospodarz jednostki jako pierwszy przybywał do jednostki i uruchamiał alarm zwołujący innych strażaków.
I tu zadziałał głęboko zakorzeniony sposób działania. I chociaż Pan Józef z racji wieku nie jeździ już na akcje gaśnicze, to przecież „strażakiem jest się na zawsze”. Pan Józef zobaczył wystawione wozy strażackie. Przyszedł sprawdzić czy coś się dzieje. Może potrzebna jest pomoc?
Chyba za taką właśnie postawę strażacy cieszą się tak powszechną sympatią.




Początki






Z młodzieżą




W akcji




Sprzęt





Zdjęcia pochodzą z archiwum kronikarza jednostki Grzegorza Podolaka o ile nie jest podane inaczej.
