fbpx
Opinie Polityka

Polska Rzeczpospolita Cyników

Zbliżają się wybory parlamentarne. Wiadomo kto zwycięży. Otwarte pozostaje jedynie pytanie: z jaką przewagą? Powstało wiele prac, analiz badających rynek partyjny w Polsce. Ciągle jednak niewiele wiemy o samych wyborcach i ich motywacjach politycznych. Żyjemy w zamkniętych bańkach informacyjnych, gdzie na każdym kroku uzyskujemy pozytywne sprzężenie zwrotne własnych przekonań, utwierdzając się jednocześnie co do szaleństwa i demoralizacji zwolenników naszych oponentów. To nie ułatwia wzajemnego zrozumienia i, co gorsza, staje się wodą na młyn różnej maści populistów i politycznych manipulatorów.

Stąd też za cenne należy uznać wszelkie próby zmiany tego stanu. Niedawno ukazał się raport Sławomira Sierakowskiego oraz Przemysława Sadury pod tytułem „Polityczny cynizm Polaków”. Raport ten opisuje stosunek obywateli do wybieranych partii, potencjały ilościowe głównych elektoratów, różnice światopoglądowe czy chociażby źródła, z jakich czerpią informacje poszczególne grupy wyborców.

Zanim streszczę najważniejsze wnioski raportu warto wyjaśnić tytułowy cynizm. Zdaniem autorów, polityczny cynizm Polaków polega na tym, że akceptują oni wady i patologie wybranej partii, o ile ta zaspokaja ich potrzeby materialne lub broni ich preferencji światopoglądowych. W przypadku partii Jarosława Kaczyńskiego będą to transfery socjalne, a ostatnio także podniesienie płacy minimalnej, a na poziomie ideologii opór wobec wielkomiejskiej, gardzącej „klasą ludową” elicie. W przypadku PO wystarczy, że nie przynosi wstydu na arenie międzynarodowej, dba o wzrost gospodarczy i wolności demokratyczne.

Najważniejszy przekaz raportu jest taki, że Polacy, wbrew pozorom, wyborów politycznych dokonują kierując się chłodną kalkulacją własnych interesów, a nie, jak podaje stereotypowy przekaz, jest to efekt propagandy i manipulacji politycznej. Za przykład niech służą media. Wyborcy opozycji mediów publicznych unikają jak ognia, co można uznać za skądinąd słuszną próbę ratowania własnego zdrowia psychicznego. Co ciekawe jednak, po drugiej stronie aż połowa elektoratu partii Jarosława Kaczyńskiego uważa wiadomości TVP za stronnicze!  Oglądają oni też częściej informacje z innych źródeł, podczas gdy przeciętny wyborca KO ogranicza się głównie do TVN.

Weźmy inny przykład: sprawę pedofilii i innych nadużyć w Kościele katolickim. Otóż znowu wbrew oczekiwaniom, kwestia ta budzi silne emocje i sprzeciw także wśród wyborców PIS, natomiast nie przekłada się to w ogóle na ich wybory polityczne. Okazuje się, że film braci Sekielskich nie zaszkodził partii Kaczyńskiego, choć z pewnością odbił się negatywnie na wizerunku Kościoła. Może to dziwić, gdyż kluczenie obecnej władzy w tym temacie było przecież ewidentne.

Zwolennicy partii Kaczyńskiego nie chcą dla niego większości konstytucyjnej. Dostrzegają zasadność istnienia opozycji, choć już nie konieczności obrony instytucjonalnych mechanizmów ograniczenia władzy. Zdaje się, że nie rozumieją, iż ich prawidłowe działanie w gruncie rzeczy służy też ich intencjom, o interesach nie wspominając. Jeśli PIS-owi udałoby się zdobyć większość konstytucyjną w nadchodzących wyborach do sejmu, wówczas, jak przewidują autorzy raportu, mógłby się ziścić „węgierski scenariusz”, w którym dochodzi do blokady jakiekolwiek zmiany władzy.

Uważam, że ten raport powinni przeczytać przede wszystkim politycy opozycji. Bez głębszego zrozumienia, zarówno motywów, jak i interesów poszczególnych grup, trudno będzie o zmianę układu sił. „Elektorat rezerwuarowy”, jak go nazywają autorzy raportu, czyli osób wahających się, oceniają oni na poziomie 20 proc. dla PIS-u i 22 proc. dla KO. Jest to liczba, która w istocie rozstrzyga o wyniku wyborów.

Jeszcze niedawno Donald Tusk zwykł mawiać: „Spokojnie, to tylko PIS”. Dziś pewnie by już tego nie powtórzył. Skąd się wziął ten sukces PIS-u? To oczywiście wina Tuska! W 2015 roku, podczas wyborów prezydenckich, Bronisław Komorowski, zapytany przez młodego człowieka, jak jego siostra ma kupić mieszkanie zarabiając 2 tys. zł miesięcznie, odpowiedział, żeby zmieniła pracę i wzięła kredyt. Nie wiemy, co zrobiła ta dziewczyna, ale wiemy, co stało się z Bronisławem Komorowskim. Ta wypowiedź jest symboliczna, gdyż obnażyła stosunek PO do państwa. Były prezydent uznał, że państwo nie ingeruje w mieszkalnictwo, bo to prywatna sprawa. W efekcie obywatele poczuli się porzuceni przez państwo. Oczywiście nie tylko w tej sferze.

Bartłomieja Sienkiewicza zapamiętano głównie z ośmiorniczek i jego słynnego porównania Inwestycji Rozwojowych Polski do „kupy kamieni”, by pozostać przy cenzuralnym języku. Rzadziej jednak cytuje się jego dalszą wypowiedź, która moim zdaniem stanowiła i nadal stanowi znakomitą diagnozę polskiego państwa. „Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje dlatego, że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…”.

Okazało się, że wkrótce skorzystał z niej Jarosław Kaczyński. 500+, ale też i inne transfery socjalne pokazały, że państwo nie tylko może wspomagać obywatela w obszarach, w których dotychczas bywało teoretyczne, ale też, że nie musi to oznaczać jego bankructwa (przynajmniej na razie). Trzynasta, czternasta pensja dla emerytów i podwyższenie płacy minimalnej wpisują się w to myślenie. W każdym razie wyborcy PIS-u zyskali poczucie, że państwo się o nich zatroszczyło i że w końcu dostali od polityków coś konkretnego. To poczucie jest na tyle silne, że nie podważają go kolejne afery obecnego rządu. Zgodnie zresztą z tezą raportu, że dla interesu materialnego wyborca jest w stanie wiele swojej partii wybaczyć.

Znamienne, że w książeczce wyborczej PIS-u transfery socjalne znajdują się dopiero na czwartym miejscu, co w istocie pokazuje stosunek tej władzy do tego tematu. Są one narzędziem do legitymacji bardziej kontrowersyjnych działań, które nas najpewniej czekają w przypadku zdobycia większości konstytucyjnej przez PIS. Równie istotne jednak jest co innego. Jarosław Kaczyński wcale nie zniósł państwa teoretycznego. Wszystkie główne problemy naszego państwa nadal są aktualne. PIS nie ma żadnego pomysłu naprawy służby zdrowia, która jest jedną z najgorzej finansowanych tego typu instytucji w EU i ma najniższą liczbę lekarzy liczonych na 1000 mieszkańców. System emerytalny jest kolosem na glinianych nogach. Oświata została zepsuta i nadal jest niedofinansowana. Tanich komunalnych mieszkań na wynajem jak nie było, tak nie ma, a program Mieszkanie+ okazał się porażką. Podobnie zresztą jak reaktywacja lokalnych przewozów komunikacyjnych. Można jeszcze dodać fundusz alimentacyjny, który nie działa od dawna. Za to fundusz kościelny ma się całkiem dobrze.

Zdaniem Małgorzaty Jacyno, 500+ było rodzajem powszechnej rekompensaty za porzucenie obywateli przez państwo. PIS przyznało w istocie, że doszło do rozwodu państwa z obywatelami i postanowiło coś z tym zrobić. Wybrano jednak ścieżkę najłatwiejszą, pod wyborcze dyktando, opierając się wyłącznie na doraźnych działaniach. Nie wprowadzono żadnych reform systemowych. PIS nie naprawia instytucji publicznych ani nie poprawia znacząco jakości usług publicznych, a to powinien być prawdziwy miernik dobrej władzy. Żeby zbudować państwo silne i sprawne, trzeba czegoś więcej niż comiesięczny przelew na konto. Potrzeba myślenia strategicznego i systemowego… ale najpierw trzeba mieć władzę. 


Więcej przeczytasz też:

https://krytykapolityczna.pl/kraj/polityczny-cynizm-polakow-raport-z-badan-socjologicznych

https://kulturaliberalna.pl/2019/09/10/jacyno-wywiad-polska-wybory-pis-po-lewica-obietnice/

O autorze / O autorce
Marcin Punpur

Z jedynego testu psychologicznego jaki w życiu zrobiłem wyszło, że jestem typem „badacza” (questioner). Gretchen Rubin, autorka tego testu, a w zasadzie quizu, charakteryzuje mój typ jako osobę kwestionującą zewnętrzne oczekiwania oraz szukającą informacji, wyjaśnień i uzasadnień różnych kwestii na własną rękę. Nic dodać, nic ująć!

%d bloggers like this: