Pochwała chwastów. Czyli co dobrego może się wydarzyć w lekko zapuszczonym ogrodzie 😊

W tym roku większość mojego, całkiem dużego ogrodu leży sobie odłogiem i zarasta. Okoliczności zewnętrzno – wewnętrzne sprawiły, że wiosną zabrakło mi czasu na radosne grzebanie się w ziemi, które tak bardzo lubię. I nie ma warzywnika, ani rabatek z kwiatkami. Jednak … nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre!  Bo okazało się, że całkiem przypadkiem udało mi się pozbyć wielu uciążliwych gości z ogrodu!

Chyba każdy posiadacz choćby małego skrawka ogródka lub balkonu z nadejściem lata zaczyna się zastanawiać jak odstraszyć uprzykrzające życie komary, osy, szerszenie, mrówki.  Bzyczą, kąsają, żądlą. Człowiek by poleżał wieczorkiem, porozkoszował się latem, a tu takie małe stworzenia, żyć nie dają.

Można oczywiście kupować różne chemiczne odstraszacze, pułapki i mordować, ale ja akurat mordować specjalnie nie lubię. Nawet jak mi się szerszeń do domu wprosi, to ja go w szklankę i na dwór. Do tej pory co roku obsadzałam wszystko wokół maciejką na komary, pelargoniami na osy, lawendę i nasturcje na mszyce i aksamitki i nagietki na wszystko inne. I nie mogę powiedzieć – działało.

Ale w tym roku, mój lekko dziczejący ogród niespodziewanie odkrył przede mną swoje zupełnie nowe tajemnice.  Bo okazuje się, że całkiem pospolite chwasty, mają w sobie też całkiem spory ładunek mocy odstraszającej niechciane owady.

Piołun

Na niekoszonych dużych fragmentach trawnika rozrasta się piołun (Bylica piołun /Artemisia absinthium). Pospolity chwast, spotykany nawet w przydrożnych rowach. Piękny jest umiarkowanie – ma za to charakterystyczny intensywny zapach, którego wyjątkowo nie lubią komary, mszyce, mrówki, przędziorki i inne owadzie szkodniki.  

Bylica piołun -chwasty w ogrodzie odstraszają insekty
Bylica. Fot. autorki

Z piołunem trzeba jednak uważać. Po pierwsze, jeśli mu pozwolimy rozrośnie się bez opamiętania, a ze  względu na zdolność allelopatii, czyli uwalniania do środowiska związków chemicznych, które negatywnie wpływają na rozwój innych roślin jest w swojej ekspansji samolubny. Chociaż są  gatunki roślin, które towarzystwo piołunu znoszą np. bodziszek i goździki. Po drugie, piołun jest rośliną trująca, zawiera w sobie tujon, organiczny związek chemiczny który ma działanie neurotoksyczne (zaburza działanie ośrodkowego układu nerwowego). Jego spożycie w zbyt dużej ilości powoduje wymioty, zawroty głowy, halucynacje, przyspieszenie bicia serca, a nawet śpiączkę z drgawkami. Chociaż w niewielkich dawkach ma działanie uspokajające, czy pobudza pracę przewodu pokarmowego – nie odważyłabym się tu nikomu udzielać porad o jego właściwościach medycznych. Z drugiej strony roślina jest tak gorzka, że chyba nie da się jej zjeść zbyt wiele. To charakterystyczne połączenie tej goryczki z anyżem i koprem włoskim daje wspaniały smak absyntowi 😉

Wrotycz

Równie niepozorną i pospolitą rośliną, którą warto choć trochę wpuścić do ogrodu jest wrotycz (Tanacetum vulgare). W  olejkach eterycznych tej rośliny też znajdziemy tujon, a roślina w zbyt dużych dawkach jest toksyczna. Ale podobnie jak piołunu unikają go owadzie szkodniki, komary a nawet … kleszcze! Wrotycz intensywnie pachnie i kleszcze opuszczają teren, gdzie jego zapach ten jest wyczuwalny. No i wygląda już o niebo lepiej niż piołun dzięki swoim kwiatom – tworzącym charakterystyczne żółte kuleczkowe baldachimy.

Wrotycz- chwasty w ogrodzie odstraszają insekty
Wrotycz, foto Pixabay (mój jeszcze nie kwitnie tak ładnie 🙂 )

Poza tym dobrze mieć wrotycz pod ręką na różnego rodzaju problemy skórne, a nawet opryszczkę. Napary, nalewki czy maści z wrotyczem można stosować zewnętrznie szczególnie na problemy skórne, ma działanie antygrzybiczne, antybakteryjne i przeciwwirusowe.

Z opowieści mojej babci wiem, że w dawnej medycynie ludowej obie te rośliny były uważane za „zioła kobiece”. Ze względu na działanie polegające na zwiększeniu ukrwienia oraz rozkurczaniu mięśni pomagały na dolegliwości menstruacyjne, trudne porody i …. niechciane ciąże.  Bardzo przewrotne rośliny.

Jaskółcze ziele

Kwitnie od przylotu do odlotu jaskółek i stąd podobno jego nazwa. Bardzo lubię ten chwast i od dawna pozwalam mu gościć w moim ogrodzie. Może dlatego, że kojarzy mi się z Wiedźminem 😊 Ale jaskółcze ziele / glistnik (Chelidonium majus) większości kojarzy się na pewno jako roślina zwalczająca kurzajki. Świeży sok z przełamanej łodygi glistnika działa bakteriobójczo oraz wirusobójczo. Dziś jednak mało kto dziś pamięta, że dym z wysuszonego i palonego jaskółczego ziela ma własności owadobójcze! Suche ziele palono kiedyś w chatach na wsiach, żeby wytępić muchy. Przyznam, że tego jeszcze nie próbowałam, ale wydaje mi się to ciekawym sposobem.

Jaskółcze ziele/ glistnik chwasty w ogrodzie odstraszają owady
Jaskółcze ziele. Fot. autorki

Jaskółcze ziele ma działanie rozkurczowe i uspokajające, koi nerwy, ale też łagodzi skurcze jelit, bóle dróg żółciowych i wątroby oraz bóle menstruacyjne. Korzystne działa też na wiele problemów skórnych. Tylko nie można zapomnieć, że to roślina trująca, a sok z jaskółczego ziela pod żadnym pozorem nie powinien się dostać do oczu! Trzeba więc trzeba uważać.

Mięta

Znana wszystkim mięta chwastem może nie jest, choć jeśli jej pozwolimy rozrośnie się i zagłuszy niemal wszystko.  W moim ogrodzie rośnie kilka gatunków mięty, ale najbardziej okazała jest  mięta długolistna (Mentha longifolia). Prócz tego, że jest świetnym dodatkiem do napojów, sałatek czy drinków, znane są jej właściwości regulujące pracę układu pokarmowego. Jednak mało kto wie, że jej zapach odstrasza komary, muchy i inne insekty!  No i jak pięknie pachną nawet niewielkie skrawki ziemi obrośnięte miętą! Nic tylko leżeć obok i się rozkoszować.

Mięta - chwasty w ogrodzie odstraszają owady
Mięta długolistna. Fot. autorki

To tylko mała część roślin, które w tym roku zajęły niekoszoną część ogrodu. I tak sobie myślę, że może obok  angielskiego trawnika fajnie mieć też trochę dzikości wokół domu. Nie trzeba usuwać wszystkiego i zewsząd. Warto za to tę  dzikość trochę poznać i  docenić. I wykorzystywać!

Psy też lubią się cieszyć dzikością w ogrodzie 😉 Fot. autorki

Autor

  • Wierzę w siłę małych centrów świata. Wierzę, że prowincja nie musi oznaczać bylejakości. I wierzę w budowanie mostów. Gdy w 2012 roku „współzakładałam” RzeczJasną, nie wiedziałam, jak bardzo te ostatnie 8 lat zmieni moje życie. I zmieni mnie samą. Kto nie chce zmieniać świata na lepsze? I tak, choć nadal jestem w sumie cichą i spokojną introwertyczką, stałam się też aktywistką próbującą wprowadzać pozytywne zmiany społeczne. Na co dzień pracuję nie tylko w RzeczJasnej, ale jestem też specjalistką ds. nowych technologii i komunikacji w organizacjach społecznych. Mam też na swoim koncie pracę przy dużych, ogólnopolskich kampaniach.