fbpx
Miasto Polityka

Po co nam polityka?

Ostatnio zostaliśmy zaatakowani w mediach społecznościowych, że (i tu cytat) „robimy politykę”. Pretekstem była rzeczowa i merytoryczna analiza dotycząca sytuacji odpadów komunalnych w naszym mieście. Krytyka niektórych poczynań burmistrza została odczytana jako (i znowu cytat) „mieszanie się w politykę”.

Kiedy burmistrz wydaje emocjonalne oświadczenie na Facebooku, sugerujące, że tylko on dba o interes mieszkańców, a reszta najprawdopodobniej broni swojego, to nikt nie protestuje. A przecież burmistrz jako członek zarządu Związku Czyste Środowisko musi mieć świadomość, że opłata marszałkowska wzrosła od 2017 r. o ponad 1100% (z 24 zł do 270 zł za tonę)! Czyż nie głosował za podwyżką opłaty na bramie ze 132 zł (2018) do 453 zł? To jednak my mamy się tłumaczyć z uprawiania polityki.

Stara to i nieuczciwa sztuczka, kiedy próbuje się zdyskredytować oponenta, nie odnosząc się do argumentów rzeczowych, ale atakując go jako osobę. Podważa się wiarygodność osoby sugerując jej podejrzane motywacje lub pochodzenie. „Dziadka z Werhmachtu” uznajmy za klasyka gatunku. „Ciemny lud” nieraz to kupił.

Od jakiegoś już czasu narracja burmistrza polega na tym, że wszyscy wkoło uprawiają politykę, a jedynie on pozostaje apolityczny. Inni bronią własnego dobra, a tylko on broni dobra mieszkańców. Pozostali tworzą „układ”, a nasz burmistrz tworzy… no właśnie, co?
Czy można sprawować urząd burmistrza bez polityki?

Zależy, co przez politykę rozumiemy.

W potocznym znaczeniu polityka to walka o władzę. Czyż burmistrzowi nie zależy na władzy? A czy bankierowi nie zależy na naszych pieniądzach? A duchownym na naszych duszach? Jeśli chcesz mieć bezpośredni wpływ na sferę publiczną, musisz mieć władzę.

Władza sama w sobie nie jest niczym negatywnym. Oddajemy ją policji, żeby nas chroniła. Politykom, żeby nas godnie reprezentowali. Jeśli uznamy, że ta reprezentacja nie spełnia naszych oczekiwań, możemy ją odwołać. Co więcej, jeśli potrafimy przekonać innych do swoich racji, możemy sami ją zastąpić. Każdy ma do tego prawo i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Na tym polega wartość demokracji. Na tym w istocie polega demokracja.

W starożytnej Grecji, gdzie w końcu demokrację wynaleziono, polityka była pojmowana inaczej niż dziś. Słynne zoon politikon Arystotelesa, czyli dosłownie zwierzę polityczne, które z czasem zaczęto tłumaczyć (błędnie moim zdaniem) jako „istotę społeczną”, oddaje sedno tego podejścia.

W polis bycie obywatelem było nierozerwalnie związane ze współdecydowaniem o życiu wspólnoty. Nie był to przykry obowiązek, jakby się mogło wydawać współczesnym, ale szczególne wyróżnienie, przywilej, źródło dumy i satysfakcji w dążeniu do doskonałości (arete).

Polityka dla starożytnych Greków była przestrzenią swobodnej kreacji tego, co wspólne, realizacji wolności rozumianej jako możliwość stanowienia nie tylko o sobie, ale też o innych w poszukiwaniu dobra wspólnego. „Wszyscy filozofowie greccy, niezależnie od stopnia przeciwstawiania się życiu polis, uznawali za rzecz oczywistą, że wolność sytuuje się wyłącznie w dziedzinie publicznej” — pisała H. Arendt w „Kondycji ludzkiej”. To zresztą odróżniało obywateli od poddanych, którym takie prawo do wolności było niedostępne. Ci ostatni byli nazywani „idiotami” — czyli, zgodnie z ówczesnym znaczeniem — istotami godnymi pożałowania, żyjącymi poza wspólnotą polis.

Jakże odbiega dzisiejsze znaczenie słowa polityka od tego antycznego rozumienia.

A przecież Grecy wcale nie byli naiwni. Znali różne systemy polityczne od tyranii po oligarchię i demokrację. Mieli świadomość, że demokracja to kruchy system, który bez zaangażowania obywateli łatwo rozregulować, a nawet zniszczyć.

Dziś, w przeciwieństwie do starożytnej Grecji, obywatelem jest każdy. Rezygnacja z polityki, obniża jej poziom i powoduje, że stajemy się „idiotami” na własne życzenie.

Nie dajcie sobie wmówić, że sfera publiczna nie jest dla was, że powinniście zostać w swojej ciepłej prywacie, a inni za was się zajmą tym, co publiczne i polityczne! Bo jeśli w to uwierzycie, stracicie coś bardzo ważnego: wolność wypowiadania się we własnym imieniu, wolność tworzenia tego, co wspólne.


O autorze / O autorce
Marcin Punpur

Z jedynego testu psychologicznego jaki w życiu zrobiłem wyszło, że jestem typem „badacza” (questioner). Gretchen Rubin, autorka tego testu, a w zasadzie quizu, charakteryzuje mój typ jako osobę kwestionującą zewnętrzne oczekiwania oraz szukającą informacji, wyjaśnień i uzasadnień różnych kwestii na własną rękę. Nic dodać, nic ująć!

%d bloggers like this: