fbpx
Felieton Społeczeństwo

Ora laborens – módl się pracując*

– A może napisałbyś coś o działaniu? – zobaczyłem wiadomość na ekranie swojego telefonu. Pytanie to rozbawiło mnie szczególnie dlatego, że w momencie, gdy do mnie dotarło, leżałem właśnie na hamaku korzystając z drugiego dnia urlopu. Pierwszego od dwóch lat.

Chwila prawie mistyczna, którą planowałem od długiego czasu. Hamak, słonko, zimne piwko i stosik ulubionych kryminałów, na które nigdy nie ma czasu. Rozumiecie więc chyba, jak głośny był mój śmiech, słyszalny zapewne w samej Ostródzie, po odczytaniu takiej wiadomości? Odłożyłem telefon. Zamknąłem oczy i wyciągnąłem się wygodnie na hamaku. Głęboki wdech. Wydech. Wstaję. Szukam przezornie zabranego na wakacje laptopa. Tekst sam się nie napisze. Kryminalne historie mogą poczekać, a na piwo i tak jest za zimno.

Tak to już jest. Człowiek czeka na urlop miesiącami, a gdy już nadejdzie, przebiera nogami, żeby wrócić do pracy głodny nowych wyzwań i zadań, podekscytowany tym, co przyniesie przyszłość. Może nazwiecie to pracoholizmem. Ja jednak wolę mówić o wolności do działania i odpowiedzialności. To są bowiem wartości wpisane w DNA ewangelika. Często wychowani w luterańskich domach nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jednak pracowitość, sumienność, odpowiedzialność i uczciwość, to element naszej tożsamości. Dopiero na studiach, analizując pisma Lutra zrozumiałem, jakie jest tego źródło.

Nasz Reformator w 1520r. w jednym ze swoich pism programowych „O wolności chrześcijanina” zamieścił zdanie, które stało się swego rodzaju credo ewangelicyzmu: „Chrześcijanin jest całkowicie wolnym panem wszystkich rzeczy, nikomu nie podległym. (…) Chrześcijanin jest najuleglejszym sługą wszystkich rzeczy i wszystkim podległym.” Oznacza ono, że dzięki krzyżowej ofierze Chrystusa każdy chrześcijanin staje się wolnym człowiekiem. Otrzymuje z łaski, za darmo, dar usprawiedliwienia i zbawienia. Nie musi więc koncentrować swojego życia na ciągłym zabieganiu o przychylność Boga. Nie musi liczyć dobrych uczynków i wypełniać kolejnych nakazów, które choć na chwile dadzą mu poczucie usprawiedliwienia i odsuną lęk przed karą i piekłem. Człowiek jest więc, dzięki Jezusowi, wolny od zewnętrznych przykazań, obyczajów, pobożności, kultu czy kościelnych nakazów. Wszystko, czego potrzebuje, już ma w swoim Zbawicielu. Skoro człowiek wolny jest od troski o zbawienie i lęku przed karą, może odważnie iść do świata, z niego korzystać i zmieniać.

I o tym mówi druga część tego zdania. Tylko, że wolność według Lutra nie jest „od” czegoś, ale jest wolnością „ku” czemuś.

To znaczy, że człowiek w swojej wolności staje się jednocześnie sługą bliźniego. Jest zobowiązany do tego, by tę wolność wykorzystać w działaniu na rzecz świata i drugiego człowieka. Dlatego, zarówno ewangelicka wiara, jak i etyka, ma charakter dynamiczny. Jest służbą nie w mówieniu, ale w działaniu.

Oznacza, że chrześcijanin ma odpowiedzialność za siebie, bliźnich i świat. Powinien wykorzystać wszystko to, co daje mu Bóg, by kształtować, zmieniać i czynić lepszym swoje życie i otoczenie. Ewangelik to człowiek, który nie boi się pracy i odpowiedzialności. Nie zrzuca jej na instytucje Kościoła. W swojej wolności i relacji z Bogiem sam odpowiada za swoje czyny.

Takie podejście było czymś zupełnie nowym wobec pasywnego średniowiecznego monastycyzmu i  chrześcijaństwa kontemplacyjnego. W myśli wieków średnich, ludzie poświęcający się sprawom ziemskim i cielesnym potrzebom uchodzili za gorszych. Praca uważana była za efekt grzechu i karę. Pełnię człowieczeństwa osiągali ci, którzy rezygnowali z potrzeb ciała, wyrzekali się pragnień, oddalali się od grzesznego świata i najlepiej w samotnej celi zabiegali o własne zbawienie. .

Skoro jednak według lutrowego rozumienia Pisma Św. nasze starania nie mają żadnego sensu, bo zbawienie jest nam już dane, to życie skoncentrowane na zasługach jest stratą czasu. Ewangelik to wolny człowiek, który odważnie wychodzi do świata. Nie boi się korzystać z tego, co Bóg człowiekowi dał. Nie uważa cielesności za grzech, lecz dar. Pracę zaś za błogosławieństwo i powołanie, poprzez które może zmieniać świat i nadać swojemu życiu sens. Świat nie jest więc wrogim miejscem pełnym zła i diabłów. Jest Bożą przestrzenią, w której możemy żyć, pracować i być szczęśliwymi. 

W czasach Reformacji takie myślenie było czymś zupełnie nowym, dało człowiekowi zupełnie inne i świeże spojrzenie na świat i własne życie. Wolny człowiek zaczął bowiem odkrywać, tworzyć i budować. Dlatego też państwa, które przyjęły Reformację, szybko stały się gospodarczymi liderami.

Jakie to ma znaczenie dziś? Pewnie dla większości świata, która dawno nie postrzega już pracy w kategoriach religijnych czy etycznych, żadne.

Obecnym bóstwem, patronem pracy jest raczej pieniądz i efektywność. One skutecznie zakrywają wartości i samego człowieka. Jego prawa, godność i wolność. Niewolnictwo przecież nie tylko nie przestało istnieć, a ma się całkiem dobrze. Wystarczy spojrzeć na budowniczych stadionów na Mundial w Katarze. 

Dlatego tak bliskie jest mi nasze ewangelickie postrzeganie świata. Moja wiara nie tylko motywuje mnie do działania, do wzięcia w swoje ręce sterów świata. Przypomina mi również, że w swej wolności jestem zawsze tego świata i jego mieszkańców sługą. Moja praca jest powołaniem, które wykonuję na rzecz bliźniego. I to niezależnie od pracy, jaką się zajmuję. Jestem też odpowiedzialny za ludzi, dla których i z którymi pracuję. Dlatego chcę pracować sumiennie, uczciwie, z empatią i wyrozumiałością. W moich rękach trzymam przecież część ich życia. Ile krzywdy i straty mogę przynieść, jeśli wykonam swoje zadanie źle albo jak bardzo mogę odmienić życie tegoż człowieka, jeśli się przyłożę? Wolność czyni mnie odpowiedzialnym. W moim odczuciu tej odpowiedzialności i dostrzegania człowieka bardzo nam dziś brakuje.

Ponieważ jednak odpoczynek jest nieodłączną i ważną częścią pracy, bez którego ta staje się kieratem i udręką, wracam na mój hamak do moich kryminałów. Wam drodzy czytelnicy życzę za to udanych wakacji i radości z wykonywanej pracy.

* Maksyma ks. dra Marcin lutra „módl się pracując” (w odróżnieniu od benedyktyńskiego ora et labora) całe życie człowieka powinno być nieustanną modlitwą, nieustanną rozmową z Bogiem. W szczególny sposób modlitwa powinna towarzyszyć pracy, która zawsze powinna być wykonywana na chwałę Boga i ku pożytkowi bliźniemu.


O autorze / O autorce
Wojciech Płoszek

Jestem proboszczem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Ostródzie. Duszpasterzem Młodzieży i Rzecznikiem Prasowym Diecezji Mazurskiej.
Mąż Adriany, ojciec Gustawa Jana. Prywatnie fan poznańskiego Lecha, pasjonat mazurskiego dziedzictwa i klasycznej męskiej elegancji.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: