fbpx
Rozmowa Styl życia

Białe żagle znikają z ostródzkich jezior

Czy żeglarstwo „umrze”? Czy wkrótce znikną z tafli jezior białe żagle ? Niestety są tacy, którzy taki czarny scenariusz biorą bardzo poważnie. Jest nim na przykład Krzysztof Kurowski, kierownik Klubu Żeglarskiego Ostróda, który zakochał się w tym sporcie mając 7 lat…

Jezioro a raczej jezior w Ostródzie i okolicach jest sporo. Dlaczego tak mało widać na nich żagli?

– Ja powiem krótko i mam nadzieje, że tego nie dożyję. Za 10, może trochę więcej lat żeglarstwo w Ostródzie i nie tylko zginie. Nie mamy w ogóle czarterów jachtów przez osoby poniżej 40 lat. Młodzieży po prostu to nie rajcuje. W żeglarstwie według nich nie ma adrenaliny. Najlepiej motorówka z mnóstwem koni mechanicznych, ze trzy kanistry paliwa i szaleć po wodzie. Teraz najlepszy interes to mieć motorówki, które nie wymagają patentu. Gdyby postawić u nas takich 10 – 20 sztuk to by pływały non stop.

– Ciebie jako osoby zakochanej w żeglarstwie taka sytuacja musi mocno smucić.

To bardzo mnie smuci. Corocznie jest mniej masztów. Jestem tutaj już 30 lat, za rok bedzie 30 lat jak tu pracuję. Rekord na regatach to 94 jednostki. Dawniej było tak, że młodzi ludzie chodzili brzegiem i pytali sterników czy jest miejsce w załodze jachtu. Teraz to sternik szuka załogi i często nie może skompletować. Dobrze jest jak w regatach wystartuje dziś ponad 20 jednostek.

– Ale to nie tylko problem Ostródy ?

Problem jest w przepisach. Bez uprawnień można pływać jachtem do 7,5 metra. To niemal wszystkie jakie widzimy na jeziorach. Człowiek kupuje sobie taki jacht albo wypożycza nie mając często pojęcia o podstawach żeglowania. On nie weźmie udziału w regatach bo nie ma o tym zielonego pojęcia. „Zaparkował” jacht i siedzi w kabinie robiąc sobie fotki. Nie wie jak się zachować na wodzie, nie zna przepisów poruszania się po wodzie. To tak jakby dać osobie bez prawa jazdy auto o pojemności tysiąca koni. Czym się różni żegluga jachtem 7 metrowym od żeglugi jachtem 8 metrowym? Niczym. Ale prawo zezwala i mamy takich pseudo żeglarzy.

– Co zrobić żeby młodych zachęcić do żeglowania?

– Ja mam takie marzenie, żeby w szkołach, podobnie jak uczą na przykład zasad ruchu drogowego i później jest egzamin na kartę rowerową, zrobić krótkie lekcje o żeglarstwie. Zwłaszcza u nas na Mazurach. Nie chcę już nawet mówić, że można ograniczyć liczbę godzin jednego z przedmiotów i w to miejsce dać żeglarstwo, pierwszą pomoc czy naukę innych bardzo przydatnych umiejętności. Wystarczą podstawy. Tak jak mówiłem wcześniej nie trzeba mieć patentu żeby wziąć jacht. I to jest przerażające. Byłem ostatnio na Jezioraku. Godzina 18 w niedzielę i widzisz desant wracających do portu. Ty płyniesz a oni na potoczną czołówkę z tobą. Ty starasz się płynąć prawidłowo ale oni bez pojęcia o żeglowaniu. Dlatego jest tak dużo wypadków na wodzie. Nie wspomnę nawet o skuterach wodnych, których kierowcy za nic mają innych na wodzie.  

– A ile czasu trzeba poświęcić, żeby poznać podstawy żeglarstwa i mieć to zielone pojęcie o żeglowaniu ?

Mój kurs trwał 3 tygodnie, ja zdawałem od razu na sternika. Uczono wszystkiego, nawigacja, „bączkowania”, etyka żeglarska czyli na przykład, że nóg nie można moczyć, że nie wolno gwizdać, że trzeba pomachać ręką jak się kogoś spotka na wodzie lub brzegu. Z tym ostatnim taka anegdota, ostatnio pływałem z młodym człowiekiem, jak zwykle do wszystkich macham, a on mi mówi „wujek, ty wszystkich znasz”. Teraz kurs, gdzieś słyszałem, można zrobić nawet w godzinę. Teraz tylko kasa. Masz pieniądze, to wszystko możesz. Możesz wyrobić paten, możesz wypożyczyć niemal każdy jacht. I później taki człowiek pływa po jeziorze.

Pływa na przykład, bo może, tak zwanym houseboatem. Czyli taki pływający kolos, pływające domy, łódki po 10 metrów. Ja, który pływam od 7 roku życia, bałbym się wsiąść na taką jednostkę „z marszu” bez próby, sprawdzić na przykład inercję łódki czyli bezwładność jednostki po wyłączeniu silnika. W tej chwili takim kolosem może pływać każdy. Jak będziecie w porcie i ktoś krzyknie uwaga houseboat to zobaczycie panikę w oczach żeglarzy. Nikt z żeglarzy nie wie kto nim płynie, czy osoba z pojęciem, czy gość z ketą na szyi i dwoma laskami na pokładzie, który w porę nie wyhamuje i dojdzie do kolizji.

– Podsumowując powoli naszą rozmowę – żeglarstwo bardzo się zmieniło przez minione lata.

Oj bardzo się zmieniło. Jachty już nie te, nie ma żagli pod którymi się spało (były bawełniane), teraz tylko silniki, a u nas w całym klubie było parę sztuk. Toaleta na jachcie ? Kiedyś była saperka i las. To było bardziej ekologiczne niż obecne toalety chemiczne, które opróżniane są w trzcinach. Dla mnie to już nie jest to prawdziwe żeglarstwo. Oczywiście są jeszcze prawdziwi żeglarze. Ale to rzadkość.

– Na koniec trochę prywatnych wspomnień. Jak zaczęła się Twoja przygoda z żeglarstwem ?

Ja zaczynałem przygodę z żeglarstwem w wieku 7 lat. Dostałem skrobaki i kadeta do skrobania. Później go jeszcze odmalować, wszystko po to, żeby na nim pływać. Człowiek wiedział, że dostanie coś za coś. Musiałeś zapracować, żeby coś dostać.

Pamiętam też, że przychodziło się na półrocze czy koniec roku szkolnego, kierownik wołał „chodźcie tu młodzieży, cenzurki pokazywać, co ? Dwója ? To ty nie masz żeglarstwa”. Dostawałeś takiego kopa, że jak chciałeś żeglować, to myślałeś tylko o poprawie ocen, jak nie poprawię, to nie będę pływał. Kierownik był jak matka, on Ci powiedział nie ma pływania, zapomnij, Arrivederci Roma. Wtedy cieszyłeś się, że możesz wylać wodę z łódki, koledzy ci zazdrościli, mówili „O, ty żeglujesz”.

W tej chwili dajesz tej młodzieży a oni nie chcą. Dajemy im na tacy gotowe łódki a oni nie chcą.

DZIĘKUJĘ ZA ROZMOWĘ

%d bloggers like this: