3 lutego 2026

Obrazy jak portale. Wchodzisz? Wystawa Arkadiusza Danovskiego

Co się stanie, gdy malarstwo spotka duchowość, sen, rytuał i… dziką dżunglę w Tajlandii? Odpowiedź znajdziesz na wystawie „Sabat Mater” Arkadiusza Danovskiego – artysty, który nie maluje dla oka, ale dla duszy.
Wystawa trwa do końca sierpnia w ostródzkim muzeum i, serio, nie warto jej przegapić.

Kim jest Danovski?

Arkadiusz Danovski (vel Caramadeha) to nie tylko malarz – to artystyczny wizjoner. Urodzony w 1976 roku w Ostródzie, dorastał pod okiem dziadka – Zdzisława Danowskiego, uznanego mazurskiego pejzażysty. To właśnie w jego pracowni stawiał swoje pierwsze kroki ze sztuką.

Potem ruszył w świat: najpierw do Paryża, gdzie mieszał się z bohemą artystyczną, a później na południe Tajlandii – na wyspy, gdzie nocą malował w rytmie cykad, węży i ciszy dżungli. Tam sztuka przestała być dla innych, a stała się rytuałem – czymś bardzo osobistym, duchowym, inicjacyjnym.

Jego obrazy pełne są intensywnych barw, symboli i kontrastów. Zawieszone gdzieś pomiędzy snem a jawą. To nie tylko estetyczne doznania – to podróż w głąb siebie.

Wywiad z Artystą


Czy pamiętasz moment, w którym poczułeś, że sztuka to Twoja życiowa droga?

Arkadiusz Danovski:
Nie był to jeden konkretny moment, raczej powolne, nieodwracalne odsłanianie się wewnętrznego imperatywu. Od dziecka rysowałem kompulsywnie, jakby coś przeze mnie przechodziło, coś, co musiało zaistnieć na papierze. Ale decyzja, by poświęcić się sztuce w pełni – jako drodze duchowej, nie tylko zawodowej – przyszła wiele lat później. Pamiętam momenty kryzysów, kiedy sztuka stawała się jedynym językiem, który pozwalał mi komunikować się ze światem i z samym sobą na poziomie głębszym niż słowa. To nie był wybór – to było rozpoznanie.

Jak pobyt w Paryżu i Tajlandii wpłynął na Twoją twórczość – zarówno pod względem tematyki, jak i techniki?

Paryż to dla mnie fascynujący paradoks – miasto elegancji i dekadencji, gdzie przepych miesza się z wyczerpaniem duchowym. Spacerując po bulwarach, wystawach i starych pracowniach, czułem te kontrasty: z jednej strony piękno, z drugiej – zmęczenie pewnymi strukturami sztuki.

Mieszkałem vis-à-vis pracowni niemieckiego ekspresjonisty Martina Gaussa. Jego prace – surowe, organiczne, malowane jak rzeźby – mocno na mnie wpłynęły.

Tajlandia natomiast była jak całkowite odwrócenie wewnętrznej perspektywy. Tam malowanie było medytacją. Najczęściej pracowałem nocami – w ciszy, przerywanej dźwiękami dżungli. Uczestniczyłem w buddyjskich ceremoniach, spędzałem czas w świątyniach. To zmieniło wszystko – od tamtej pory moje obrazy nie są przedstawieniem. Są przestrzenią.

Jak wygląda Twój proces tworzenia obrazu – od pierwszego impulsu po gotowe dzieło?

Proces jest hybrydą wizji i intuicji. Zaczyna się od impulsu – czasem to fragment snu, scena z medytacji, symbol. Szkicuję, badam proporcje, ale potem obraz sam zaczyna prowadzić. Improwizuję, ale w ramach świętej konstrukcji. Gotowy obraz często mnie zaskakuje. Jakby wiedział więcej niż ja.

Twoje obrazy są pełne symboli, kontrastów i ukrytych znaczeń. Czy chcesz, żeby widz odczytywał konkretne przesłanie, czy raczej sam szukał sensów?

Moje obrazy są jak zwierciadła – każdy zobaczy coś innego. Zawieram w nich potencjał przebudzenia. Czasem ukrywam konkretne struktury mitologiczne, ezoteryczne, tantryczne – ale nie zależy mi, by każdy je odczytał. Najważniejsze jest to, że obraz otwiera kanał. Jeśli ktoś odnajdzie w nim swój mit – to najpiękniejsze, co może się wydarzyć.

Czy planujesz eksplorować nowe techniki lub media?

Na razie pogłębiam to, co już mam. Malarstwo to mój pierwotny język. Równolegle tatuuję – jako rytualny akt przenoszenia symboli. Sięgam też po glinę i tworzę muzykę ambientową w projekcie KIA KARMA – to dźwięki do wnętrza.

Pracuję też nad książką – rodzajem artystyczno-duchowego kodeksu, zawierającego moje obrazy i eseje odsłaniające ich ukrytą symbolikę. To mój osobisty ikonostas.

Ostróda – wracasz tu po Paryżu i Tajlandii. Co dla Ciebie znaczy to miejsce?

Ostróda to korzeń. Miejsce, z którego się wyrusza i do którego się wraca – nawet jeśli nie fizycznie, to duchowo. W moich obrazach pojawiają się jeziora, lasy, tajemnice prowincji. Tu – na marginesie – rodzą się najgłębsze rzeczy. Bo tam, gdzie nie ma zgiełku centrów, łatwiej usłyszeć głos z wnętrza.

Dlaczego warto?

Jeśli szukasz sztuki, która nie tylko wygląda, ale działa – wejdź do świata Danovskiego. Jego obrazy nie krzyczą. One śpiewają do duszy. To coś więcej niż wystawa – to doświadczenie.

Nie masz jeszcze planów na lipiec lub sierpień?
Wpadnij do muzeum w Ostródzie. Wejdź. Patrz. Może znajdziesz w tych obrazach swój własny mit?

Wystawa „Sabat Mater” trwa do końca sierpnia 2025
Muzeum w Ostródzie
Wstęp w godzinach pracy muzeum

Rozmawiali:

Henryk Grzeszczak i Wiktor Iszoro

Redakcja Młodzieżowa RzeczJasna
+ posts

Młodzieżowa Redakcja w Ostródzie działa dzięki wsparciu z  Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Programu Fundusz Młodzieżowy!

Ostatnio

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.