3 lutego 2026

Moje dwa tygodnie na Tinderze, czyli jak szukałam Mohikanina i znalazłam… pytanie o cycusie 

Z ciekawości. Z potrzeby rozmowy. I z tego słynnego „bo tak!”. 
Nie szukałam miłości. Nie szukałam randek. Nie szukałam nawet flirtu. Po prostu chciałam sprawdzić, jak to działa. 


Aplikacja, która dla wielu jest początkiem relacji, dla mnie była eksperymentem. 
Krótkim, emocjonalnym, miejscami absurdalnym. I – nie ukrywam – rozczarowującym. 

Ale chwila… kim jest ten mój Mohikanin? Dla jasności – „Ostatni Mohikanin” to rola, która wbiła się w moją pamięć jak strzała w dąb. Daniel Day-Lewis z rozwianym włosem, muszkietem i sercem wojownika – totalny ekranowy magnetyzm. Moja wyobraźnia romantyczna od zawsze skręcała w stronę dzikiej natury i szlachetności. I nie, Tinder tego nie ogarnia. 

Młoda wdowa na Tinderze – brzmi jak tytuł czarnej komedii 

Od ponad 4 miesięcy jestem wdową. 
Mój mąż był – i zawsze będzie – miłością mojego życia. 
Tinder nie miał być próbą otwarcia się na coś nowego. To nie ten moment, nie ta przestrzeń, nie ta potrzeba. 
Potraktowałam go jako test – bardziej dla siebie niż dla świata. 

Inspiracją były wieczory z koleżankami, które wpatrzone w ekrany przesuwały w lewo i w prawo z gracją miłosnych wróżek. 
Twierdziły, że dobrze “czuję ludzi” i może coś im podpowiem. 
W końcu stwierdziłam: sprawdzę to sama. Nie po to, żeby randkować. Po to, żeby zrozumieć. 

Aplikacja do romansów, randek… i frustracji? 

Tinder to taka wirtualna loteria miłosna – przesuwasz ludzi jak w menu: w lewo, w prawo, jakbyś wybierała między pizzą a sałatką. 
Tylko że zamiast randki często trafiasz na ghosta, narcyza albo kolekcjonera zdjęć stóp. 
Idealne miejsce, żeby znaleźć miłość życia… albo kogoś, kto napisze “hej” i zniknie po czterech minutach. 

Zakładam konto. 
Czas na opis. Muszę? Nie. Ale chcę. 

Z pomocą ChatGPT powstaje coś takiego: 

Karolina, 41 
„Z jednej strony: totalnie zakręcona, kochająca słodycze, zwierzęta i spacery bez celu. 
Z drugiej: domatorka z kubkiem kawy, zasłuchana w muzykę i czekająca na kolejny spontaniczny pomysł.” 
Zainteresowania: aktywizm, koncerty, życie. 
Szukam: jeszcze nie wiem. 
Typ osobowości: ENFP – działaczka. Towarzyska, empatyczna, nie zawsze zorganizowana, ale zawsze zaangażowana. 

Mój wzrost, znak zodiaku, ulubione zwierzę – wszystko zgodnie z prawdą. 
Tylko… zdjęcie. Otwieram galerię. Kotki, pieski, koncert z Agą, spacer z Monią, ławka z Ewą. Gdzie ja? 
Biorę pierwsze lepsze – ładne, zielone, z kwiatkiem, widać niebo. Trochę jak w życiu – bez planu, z przymrużeniem oka. 

Mój kciuk programuje się na lewo 

Szukam Mohikanina w pobliżu. Kciuk gotowy. 
Nope. Nope. Nope. x 30. 
Po godzinie nawet nie pamiętam, że istnieje coś takiego jak „przesuń w prawo”. 
Daję lajki z bezsilności. Match? Jest! A raczej… był. 

Match nr 1: pytanie „Gdzie focie?”. 
Grzecznie tłumaczę się – bo praca, bo sprawy osobiste, bo badam teren, bo jestem tu od niedawna. Cisza. 

Match nr 2: lubi łowić ryby, dłubać przy aucie i leżeć. 
Tym razem to ja zamilkłam. 

Z każdym dniem coraz mniej rozmów, coraz mniej entuzjazmu. 
Coraz więcej rozczarowania. 

Tinder – szybki jak espresso, płytki jak zlew 

Zamiast motylków – rozstrój żołądka. 
Zamiast ekscytacji – frustracja. 

Opisy jak z podręcznika “Jak być interesującym w trzech zdaniach”: 
„kocham życie”, „ćwiczę codziennie”, „pasja to moje drugie imię”. 
Zdjęcia z tropikalnych wysp. Niby bajka – ale nie moja. 

Część panów żonata, ale “z otwartym związkiem” – ONS (One Night Stand), DTF (Down To F***), FWB (Friends With Benefits). 
Inni – samotni do granic depresji, jakby szukali terapeutki, nie partnerki. 

I wielu z nich – naprawdę wieluuwielbia lody. 

Nie wiem, kiedy jedzenie lodów stało się pełnoprawnym hobby. 
Ja też lubię lody. Ale żeby wpisywać to w „zainteresowania”? Serio? No chyba że chodzi o metaforę, której nie chcę zrozumieć. 

Nie mam siły pompować nikomu ego. Ani humoru. 

Delete. Unmatch. Goodbye. 

Dziś usuwam Tindera. 
To nie moja droga. Wolę ludzi na żywo – ich głos, śmiech, spojrzenie, obecność. 
Czy dziewczyny, czy chłopaka – nie ma znaczenia. 
Liczy się to, co prawdziwe. 

Na koniec powiem jedno – szanuję wszystkich, którzy tam są. 
Wiem, że są też cudowni ludzie. Ale może po prostu nie da się ich znaleźć wśród slajdów, lajków i zdjęć z siłowni. 
A może jeszcze nie teraz. Może nie tam. 

Karolina Iszoro
+ posts

Ostatnio

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.