3 lutego 2026

Kilka nieskładnych słów o spotkaniu autorskim z Jakubem Żulczykiem i kilka długich pytań do tegoż autora.

Wieczór w Bibliotece nie tylko o książkach

Moją krótką rozmowę z głównym bohaterem sobotniego spotkania autorskiego, zorganizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Ostródzie, zacząłem słowami Jestem z Panem Jakubem Żulczykiem. Trudno byłoby opisać wszystkie role w jakie się Pan wcielał w trakcie swojego życia […].

Owemu absolutnie, kompletnemu braku profesjonalizmu w przedstawianiu mojego rozmówcy, postaram się umiejętnie nadać głębszy sens, nadać drugie dno. Albowiem w burzowy sobotni wieczór, miałem wrażenie, że nie do końca przyszedłem na spotkanie autorskie. W znaczeniu najbardziej dosłownym, czyli spotkania z jednym z najbardziej znanych polskich autorów beletrystyki. Nie jest to bynajmniej zarzut w stronę osób nazywających tak to wydarzenie. Jest to raczej nieskładna refleksja, jakoby na scenie wystąpił autor nie tyle opowiadający historie kryminalne, co osoba zajmująca się opowiadaniem historii w ogóle. Historii mówiących o społeczeństwie, polityce, biznesie, własnym spojrzeniu na świat, jak i również o wspominanych wcześniej książkach.

Kilka ról, jeden gość

Na scenie oprócz twórcy ,,Wzgórza Psów”, ,,Informacji Zwrotnej”, czy ,,Dawno temu w Warszawie”, wystąpił scenarzysta seriali, komentator bieżących wydarzeń polityczno-społecznych, dziennikarz, dyrektor twórczy wydawnictwa NEWHOMERS, twórca podcastów zaangażowany w tematykę uzależnień (polecam serdecznie podcast „Co ćpać po odwyku”), czy w końcu człowiek, mający własne przemyślenia i dzielący się nimi.

FK: Filip Kaszlejew – Młodzieżowa Redakcja RzeczJasna

JK: Jakub Żulczyk

FK: Miałem wrażenie, że jak Pan mówił o różnych sprawach związanych z pisarstwem, to często pojawiały się tam wahania: ,,Nie wiem, jak tu odpowiedzieć” albo niepewność. Czy to jest, myśli Pan, cecha tylko w obrębie pisarstwa? Pan jest też dziennikarzem i wypowiada się Pan o wielu sprawach społecznych, czy tutaj też się to pojawia?

JŻ: Chyba to rośnie z wiekiem. Z wiekiem jestem coraz mniej pewien wszystkiego i coraz bardziej się deradykalizuję, że tak powiem w każdej materii życia, także to jest chyba naturalny proces. Kiedy byłem bardzo małym człowiekiem wydawało mi się, że wszystko wiem najlepiej. Teraz już nie jestem taki młody, chociaż wciąż relatywnie młody. Uważam, że człowiek jest młody do momentu, w którym gdyby umarł powiedziano by, że młodo umarł. To do tego momentu człowiek jest młody (śmiech). Przepraszam za ten czarny humor, ale wydaje mi się, że jestem już młody tylko inaczej i inaczej zaczynam myśleć.

FK: Czy myśli Pan, że raczej przyszli tutaj dzisiaj Pana oddani czytelnicy, czy jednak przyszedł ktoś, kto nie czytał jeszcze żadnej Pana książki?

JŻ: Nie mam zielonego pojęcia. Musiałby Pan sondę zrobić wśród tych co przyszli. Na pewno część to są rzeczywiście czytelnicy oddani, natomiast jeśli ktoś w ogóle wyszedł z domu i przyszedł na takie spotkanie, to znaczy, że jakoś tam jest zainteresowany tym co ja robię, albo jest zainteresowany literaturą, czytaniem itd.

FK: Którą ze swoich książek poleciłby Pan tym, którzy  są zmęczeni sytuacją na świecie, tym, co się dzieje w Stanach, co się dzieje w Polsce? I co dla tych, którzy jednak są tym zainteresowani? Tutaj patrzę szczególnie na Pana najnowszą książkę.

JŻ: To ciekawe. Wydaje mi się, że taką moją chyba najbardziej ucieczkową książką, taką która gdzieś zabiera w zupełnie inny świat, to z dorosłych chyba ,,Wzgórze Psów”, a napisałem też książkę ,,Zmorojewo” dla młodszego czytelnika. Taką powieścią, która wynika bardzo z tego co współczesne i co się wydarzyło niedawno, no to jest bez wątpienia, tak jak powiedziałeś, ,,Kandydat”.

FK: Co dają Panu spotkania autorskie?

JŻ: Kontakt z prawdziwymi ludźmi. Takie poczucie, że to się dzieje naprawdę, a nie tylko w komputerze, bo łatwo takiego złudzenia dostać, kiedy pracuje się w ten sposób co ja. I takie doświadczenie tego, że przychodzą prawdziwi ludzie i to jest ostatecznie dla nich i oni te książki czytają, kupują, przeżywają. To jest coś co bardzo daje mi poczucie sensu tego co robię.

FK: Dziękuję za rozmowę.

Szczerość zamiast pozy

Po tym wywiadzie mam dwa wnioski. Prześladują mnie one od czasu wysłuchania sobotniej rozmowy i kilku innych rozmów z Jakubem Żulczykiem. Pierwszym jest wiara w szczerość tego co mówi. Jest to ciekawe zjawisko, szczególnie w obecnej przestrzeni publicznej. Słuchając Pana Żulczyka kilkukrotnie przez kilka godzin, nie odniosłem wrażenia, że to co mówi jest sztuczne. Nie odebrałem jego słów jako obliczonych na zysk czy konformistycznych. Mam kilka teorii skąd się bierze ta wiara.  Żadna nie jest jeszcze pewna. Jeśli byliście na spotkaniu albo znacie wypowiedzi Jakuba Żulczyka, napiszcie. Ciekawi mnie Wasze odczucie.

Drugi wniosek dotyczy mówienia „nie wiem”. W polskich mediach to rzadkość. Można czegoś nie wiedzieć. Można nie być pewnym. Można umniejszyć własnej opinii i powiedzieć wprost: nie jestem ekspertem. U Pana Żulczyka to działa. Łączy się z ostrym językiem. Nie czuć w tym hipokryzji, a co więcej jest to mieszanina jednorodna.

Książki, od których zaczyna się rozmowa

Nie chcę żebyście odnieśli Państwo wrażenie, że na tym spotkaniu nie było literatury, bo była. Była tłem, od niej zaczynały się myśli i często na niej kończyły. O nią wypytywało również wielu mieszkańców Ostródy i ją (ze szczególnym uwzględnieniem ostatniej książki ,,Kandydat”) serdecznie Państwu polecam.

Jeszcze słów kilka o osobach, które przyszły na spotkanie. Warta odnotowania jest wysoka frekwencja w ogóle (bo jak szacował gość specjalny, mogło być tam ok. 150 osób). Zauważyłem natomiast niską frekwencję wśród młodzieży. Pisząc niską, nie mam na myśli proporcji trzy do dziesięciu. Raczej jeden do trzydziestu. Być może nazwisko autora i jego twórczość są bliższe starszym czytelnikom. Znam jednak młodych, którzy lubią jego prozę. Nie przyszli. Zastanawiam się dlaczego.

Po co tu być? Dla spotkania z człowiekiem

Zachęcam wszystkich do takich spotkań. Nie tylko młodych. Warto przyjść nawet wtedy, gdy nie znamy gościa. Można usłyszeć rozmowę, która wykracza poza tytuł. Można poznać człowieka. Można usłyszeć ciekawą opinię. Można dotknąć nowego tematu. Warto przyjść, nawet z ciekawości. To spotkanie z innym światem i innym myśleniem. My mamy swoją Ostródę i codzienność. Internet robi z „ludzi z telewizji” odległe postaci. Takie spotkania skracają dystans. Przypominają, że po „drugiej stronie” jest po prostu człowiek.

Filip Kaszlejew

Redakcja Młodzieżowa RzeczJasna
+ posts

Młodzieżowa Redakcja w Ostródzie działa dzięki wsparciu z  Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Programu Fundusz Młodzieżowy!

Ostatnio

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.