3 lutego 2026

„Nie wyobrażam sobie, że zamykam drzwi i po prostu przestaje to miejsce dla mnie istnieć.” Anna Głowińska o pożegnaniu z Biblioteką

Rozmowa z Anną Głowińską to opowieść o zawodzie, który z czasem stał się drogą – drogą prowadzącą zawsze przez ludzi, rozmowę i wspólne bycie w kulturze.

Fot. Jarmoluk/Młodzieżowa Redakcja

Anna Głowińska od lat jest jedną z tych osób, które cicho, konsekwentnie i z ogromną uważnością współtworzą kulturalny krajobraz Ostródy.

Absolwentka Liceum Ogólnokształcącego nr I im. Jana Bażyńskiego w Ostródzie, ukończyła studia magisterskie na Wydziale Nauk o Wychowaniu w Wyższej Szkole Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie oraz studia podyplomowe z zakresu bibliotekoznawstwa i informacji naukowej.

Z bibliotekami zawodowo związana od wielu lat, a od 2021 roku współtworzy działalność Powiatowej Biblioteki Multimedialnej „Przystań z Kulturą”. Jest jedną z trzech pierwszych osób uhonorowanych tytułem Zasłużonej dla Miasta Ostróda.

Inicjatorka i organizatorka licznych wydarzeń kulturalnych, spotkań autorskich, konkursów literackich i plastycznych oraz wystaw twórców z Ostródy i okolic. Od lat opiekuje się Dyskusyjnym Klubem Książki, Dyskusyjnym Klubem Filmowym oraz grupą teatralną działającą przy Powiatowej Bibliotece Multimedialnej.

19 grudnia odbył się benefis Anny Głowińskiej, wydarzenie organizowane przez przyjaciół „Przystani z Kulturą”, którzy od lat współpracują z Anną Głowińską – jej dyrektorką, przechodzącą na emeryturę. W związku z tym pożegnaniem, porozmawialiśmy z Panią Anią na temat jej pracy, przemyśleń związanych z emeryturą i wielu bibliotecznych wspomnień.

Fot. Jarmoluk/Młodzieżowa Redakcja

Ewa Kasperek: Dzień dobry Pani Aniu.

Anna Głowińska: Dzień dobry.

EK: Jest Pani związana z biblioteką, teraz tą multimedialną, a wcześniej z Biblioteką Publiczną w Ostródzie, od wielu lat. Jak się Pani czuje z myślą o pożegnaniu z pracą w bibliotece?

Anna Głowińska: Właściwie to chyba nie traktuję tego jako takie prawdziwe pożegnanie. Dlatego, że nie wyobrażam sobie, że zamykam drzwi i po prostu przestaje to miejsce dla mnie istnieć.

Mam swoje dyskusyjne kluby książki, jest grupa teatralna, jest grupa literacka. Wszystkie te działania w sumie w jakiś tam sposób są też połączone ze stowarzyszeniem ARS et LIBER, więc ja tego nie traktuję jako takiego zamknięcia w ogóle aktywności. Tylko może taką szansę na to, żeby trochę odpocząć, bo nie ukrywam, ale ten młyn, który ostatnio gdzieś tam dźwigam, mam gdzieś tam do czynienia z tą ilością wydarzeń, sprawiają, że zwyczajnie zaczęłam czuć się bardzo zmęczona.

Ek: Czy będąc dzieckiem, czy nastolatką w liceum, wiedziała Pani, że swoją przyszłość wiąże z biblioteką, z pracą bibliotekarki? 

AG: Wcześniej nie. Całe życie miałam być dziennikarką. Od szkoły podstawowej.

Było tutaj takie czasopismo „Na Przełaj”, wysyłałam tam nawet swoje teksty. Jeden tekst, który pamiętam, to była recenzja filmu „Hubal”, był wydrukowany. Coś tam jeszcze, jakieś teksty poetyckie i tak dalej, ale wydawało mi się, że to była taka fajna praca, właśnie taki dziennikarz zajmujący się kulturą. W pewnym momencie jeden z moich kolegów mi powiedział krótko: Anka, gdzie ty na dziennikarkę? Ty za delikatna jesteś, tam trzeba mieć tupet.

Ja mówię, ojejku, może on ma rację, ale jeszcze wtedy nie dowierzałam. Natomiast w szkole średniej trafiłam w bibliotece miejskiej na cudowną osobę. To właśnie rozmowy z nią w jakiś sposób sprawiły, że stwierdziłam, że to jest właśnie zawód, który oznacza trochę więcej niż siedzenie, wypożyczanie książek, że to jest właśnie to bycie też z człowiekiem i tak naprawdę, to chyba w tym momencie po raz pierwszy sobie pomyślałam, a może. No i rzeczywiście. I stąd pomysł potem na studia też.

Na studia od razu się nie dostałam. Zdawałam na bibliotekoznawstwo, ale na własne życzenie zresztą się nie dostałam. Prawdę mówiąc wyszłam z egzaminu, ale to już taka tajemnica, moja mama do dziś nie wie, co ja zrobiłam (śmiech).

W każdym razie ukończyłam rzecz dużo ważniejszą, jeśli chodzi o przygotowanie do zawodu, bo skończyłam studium bibliotekarskie, które naprawdę uczyło wszystkiego. To była przeprawa.

Studium bibliotekarskie to było miejsce, które przygotowywało do pracy na wszystkich stanowiskach bibliotekarskich. Poznawało się wszystkie procesy biblioteczne, ale też trzeba było mieć literaturę dosłownie w małym palcu i rzeczywiście to było coś. Naprawdę po tym studium miało się rzeczywiście wiedzę na temat pracy w bibliotece przeogromną.

Ek: Czy zawsze ciągnęło Panią do pracy z ludźmi? Jednak ta praca w bibliotece, wcześniej w Miejskiej, a teraz w Multimedialnej, wiąże się z ludźmi. Czy zawsze miała Pani taką potrzebę, żeby z ludźmi pracować, coś z nimi robić?

AG: Chyba tak. Zaczynałam pracę w bibliotece miejskiej, jako bardzo młoda osoba. Trafiłam do oddziału dla dzieci. Dzieci, które przychodziły do biblioteki układały książki, uwielbiały, jeżeli pozwoliło się im oczywiście wypożyczać, bo to była najważniejsza praca. I brałam z nimi udział w konkursach, które były ogłaszane. Organizowałam dla nich choinki. Odrabiałam z nimi lekcje, bo były takie dzieci, które tego po prostu zwyczajnie potrzebowały. Okazało się, że w odwiedziny zaczynają przychodzić, mimo że jest to oddział dla dzieci, również osoby dorosłe, sobie porozmawiać i wydaje mi się, że to jest takie naturalne.

Myślę, że jeżeli nie lubi się ludzi, nie lubi się pracy z ludźmi, to nie ma czy poszukać w bibliotekach, po prostu. Na tej pierwszej linii zawsze musi być człowiek, który lubi ludzi. Kiedyś jedna z pań z Biblioteki Wojewódzkiej powiedziała zdanie, z którym ja się bardzo mocno zgadzam, że w naszej pracy czasami nawet troszkę mniejsze znaczenie mają nasze kwalifikacje biblioteczne, które są bardzo ważne oczywiście, ale ważniejsze od tego są nasze kompetencje, nasze takie właśnie zdolności interpersonalne, nasza umiejętność wysłuchania drugiego człowieka i bycia z tym drugim człowiekiem.

Zawsze biblioteki były miejscem, do którego ludzie przychodzili, też między innymi po to, żeby sobie porozmawiać. I jeżeli człowiek jest samotny, przychodzi do biblioteki, to bibliotekarz musi znaleźć te chwilę cierpliwości i czasu, żeby wysłuchać opowieści o problemach dnia codziennego, które taka osoba ze sobą przyniosła, bo jeżeli ta osoba to robi, to znaczy, że to jest dla niej ważne miejsce i jest to jej bardzo potrzebne. I bibliotekarz jest od tego, żeby wysłuchał, po prostu.

EK: Nawiązując do dziennikarstwa, to jednak w pracy w bibliotece prowadzi Pani spotkania z różnymi ciekawymi osobami, przeprowadza rozmowy, więc czasami wchodzi Pani w rolę dziennikarki. Czy to jest też aspekt, który Panią przyciąga do pracy w bibliotece?

AG: Tak, wywiady, rozmowy, poznawanie cały czas ciekawych ludzi, ludzi związanych z kulturą, więc w pewien sposób tak.

Ja myślę, że w ogóle to jest tak, że bardzo często osoby, które przychodzą z zewnątrz do nas, na staż na przykład, gdzieś tam mają zupełnie inne wyobrażenie tej pracy. Są takie, które są przerażone tym, że do nas przychodzą, ponieważ matko, jakie tam będą nudy. Dosłownie.

A to zupełnie inna rzeczywistość. I potem się przyznają, powiedzmy, po tych dwóch, trzech tygodniach, że to jest takie fajne, że im się to tak bardzo podoba. Z drugiej strony też są takie osoby, które sobie wyobrażają, że będą sobie siedzieć i czytać i to będzie takie fajne.

I potem taka osoba z kolei szuka szybciutko furtki, żeby tylko się wymiksować z tej pracy, bo nagle się okazuje, że czytać to sobie można w domu. 

Natomiast dla mnie w tej pracy to jest bardzo ważne, że w niej się dużo dzieje, że jest to takie bardzo różnorodne, że poznaję wielu ciekawych ludzi, że mogę z nimi porozmawiać, że potem mam bardzo często jeszcze z nimi bardzo ciekawy kontakt i uważam, że to w tej pracy jest jedna z fajniejszych rzeczy, że w niej się tak dużo dzieje. 

Ek: Właśnie, a skąd się u Pani biorą pomysły na te wszystkie działania?

AG: A pomysły to w sumie przychodzą same, przychodzą razem z ludźmi tak naprawdę. Wystarczy, że człowiek jest otwarty na innych. Zwyczajnie. Nie zamyka się. Każdy człowiek to jest kopalnia pomysłów i inspiracji. I ja uważam, że jeżeli ktoś próbuje cokolwiek robić sam, to nic z tego nie wyjdzie, bo człowiek sam nie da rady.

Są ludzie, którzy po prostu, zwyczajnie, chcą działać. Każdy człowiek to jest jakaś pasja, wiedza, zainteresowania. I jeżeli się na ludzi otworzymy, to razem z nimi po prostu coś fajnego się zrobi. Bo ja tego nie robię sama, ja to robię z ludźmi. A ci ludzie po prostu są obok i wystarczy tylko mieć oczy szeroko otwarte i wiedzieć, że tacy ludzie są tuż na wyciągnięcie ręki.

EK: Powiedziała Pani wcześniej, że jest to pożegnanie, takie oficjalne, bo przechodzi Pani na emeryturę, ale nie takie prawdziwe, bo jednak nie rozstaje się Pani tak na dobre z biblioteką. Jeśli miałaby Pani coś tego zostawić po sobie, przekazać, żeby ludzie też nie zapomnieli o tej bibliotece, to co by to było? 

AG: Ojejku. Naprawdę? Takie trudne zadanie (śmiech).

Wszystkie działania są bardzo ważne, naprawdę. Więc z całą pewnością bardzo chciałabym, żeby trwały Dyskusyjne Kluby Książki, dlatego że to jest miejsce naprawdę szczególne.

Bardzo chciałabym, żeby w dalszym ciągu mogła trwać grupa teatralna, dlatego że to jest też takie trochę moje dziecko. Całe życie marzyłam o tym, żeby przy bibliotece, w której ja pracuję, działał teatr, ponieważ ja uważam, że teatr jako taki to jest taki szczególny sposób przekazywania ludziom tekstów literackich. Poza tym tu ludzie mogą się też realizować, ci którzy mają jakąś pasję aktorską i lubią to robić, lubią teatr, lubią słowo, lubią występować, mogą się realizować i uważam, że to jest bardzo ważne.

Bardzo chciałabym, żeby dalej istniała grupa literacka, która przygotowuje wieczory poezji, bo poezja to jest taki mój kolejny konik, poezję zawsze bardzo mocno kochałam. Bardzo bym chciała, żeby w dalszym ciągu mógł przyjeżdżać do nas teatr Jaracza, ponieważ te spektakle też gromadzą ogromną publiczność.

To samo z dyskusyjnym klubem filmowym, dlatego że to jest też edukacja filmowa, bardzo fajna rzecz uważam, bo pasjonaci, którzy akurat u nas się spotykają z ludźmi przychodzącymi na seanse, czyli pani Marta Grabowska, pan Dominik Stankiewicz, to są ludzie, którzy mają przeogromną wiedzę o filmie, więc to co oni robią, ich prowadzenie, a potem podsumowanie, rozmowa o filmie, to jest bardzo ważne. 

Zresztą te wszystkie grupy, w których się rozmawia pokazują, jak bardzo dla ludzi ważna jest rozmowa. Wydaje mi się, że te wszystkie działania, które dają też ludziom możliwość zdobywania dodatkowej wiedzy, realizowania się, są po prostu ważne. 

Nie bez powodu uznano, że biblioteka jest idealna po to, żeby pełnić rolę trzeciego miejsca. Czyli tego miejsca, w którym poza domem i pracą, bez posiadania jakichkolwiek środków finansowych, możemy spędzać czas i spotykać się z innymi ludźmi. I mi akurat ta idea jest bardzo bliska od wielu, wielu lat.  Dlatego też od lat miałam wprowadzone to, że muszą się znaleźć środki na jakąś kawę, herbatę i tylko cukierka, czy małe symboliczne ciastko właśnie po to, żeby stworzyć tę atmosferę takiej właśnie swobody.

Biorę sobie kawę, herbatę, biorę sobie cukierka, mogę pogadać, a potem się okazuje, że panie przychodzą na spotkanie i one przynoszą cukierki, bo ostatnio cukierki były, to one przyniosły też, żeby tutaj się dołożyć.

EK: Czyli takie też tworzenie wspólnej przestrzeni.

AG: Tak, tak to właśnie wygląda. Czy jakąś herbatkę ktoś przyniesie. Czyli te osoby przychodząc tu, uważają też, że stają się częścią tego wszystkiego, co się tu dzieje, bo inaczej by nie przyniosły tych cukierków dla wszystkich, prawda? Tak, to jest ważne też, że ludzie czują taką potrzebę tworzenia tej przestrzeni.

EK: Jakby mogła Pani opisać swoją działalność na przestrzeni lat jednym zdaniem, jakie byłoby to zdanie?

AG: Jednym zdaniem. Ojejku. Jeszcze trudniejsze niż wcześniej (śmiech).

No to ja mogę powiedzieć, jeżeli miałabym podsumować, że przez to, że wybrałam taki zawód, to tak naprawdę mogłam się i realizować i realizować swoje marzenia jeszcze takie właśnie z dzieciństwa. 

Ja teraz tak doświadczam takich wielu miłych gestów, na przykład wczoraj przyszły panie na dyskusyjny klub filmowy. I one mi dały prezent, takie piękne dwie filiżanki i kwiaty. Znaczy prezent prezentem, kwiaty kwiatami, ale usłyszałam coś, co mnie tak poruszyło. Usłyszałam: wiesz co Ania, my tu przychodzimy dla Ciebie.

I w takich momentach to mi tak szkoda trochę, że idę, kiedy usłyszę coś takiego właśnie. I prawda jest taka, że bardzo bym chciała, żeby to miejsce zostało. Ja uważam, że naprawdę znajdzie się ktoś, kto to poprowadzi, bo to nie ma tak, że ludzie są niezastąpieni. Znajdzie się ktoś, kto doda swoją własną wartość, bo będzie miał swoje własne pomysły. 

EK: Bardzo dziękuję za rozmowę

Na zakończenie chcemy podziękować Pani Ani za lata uważnej obecności, za rozmowy, które miały znaczenie, za otwartość na ludzi i ich historie, za tworzenie biblioteki jako miejsca ciepłego, żywego i prawdziwie wspólnego.

Życzymy Pani Ani spokojnego, dobrego czasu na emeryturze, pełnego własnych rytmów, poezji, teatru i spotkań, które, jak wierzymy, wciąż będą splatać się z biblioteką i ludźmi. Do zobaczenia między półkami, przy kawie, na DKF. Biblioteka bez Pani Ani nie byłaby tą samą biblioteką – a na szczęście Pani Ani z biblioteki tak naprawdę nie ubywa.

Ewa Kasperek

Redakcja Młodzieżowa RzeczJasna
+ posts

Młodzieżowa Redakcja w Ostródzie działa dzięki wsparciu z  Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Programu Fundusz Młodzieżowy!

Ostatnio

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.